W noc przed ślubem mojej siostry poszłam spać w pokoju gościnnym z pełnym sercem i niedokończoną kartką dla niej na szafce nocnej.
Przez ostatnie dwa tygodnie pomagałam w organizacji wszystkiego — catering, rozkład miejsc, nawet przyszycie na szybko podwinięcia w jej sukience na próbną ceremonię.
Nie zaproszono mnie do wygłoszenia toastu, ale powiedziałam sobie, że to nie ma znaczenia. Cieszyłam się, że mogę tam być.
Około 3:00 w nocy obudziłam się dysząc. Poczułam ostry, palący ból w okolicy kości policzkowej, potem w ustach.
Coś mokrego, gorącego, a potem metaliczny smak krwi. Usiadłam, oszołomiona i zawroty głowy, i wtedy ich zobaczyłam.
Moi rodzice, stojący nade mną, z wazonem ze srebra z centralnej dekoracji stołu mojej siostry w ręku taty.
Mama nawet nie drgnęła. „Dobrze ci tak za próbę przyćmienia siostry,” syknęła. „Zobaczymy, czy jutro będą chcieli zrobić zdjęcia tej twarzy.”
„Co? O czym mówicie?” wymamrotałam.
Tata zaśmiał się, jakby poprosiła go o opowiedzenie żartu. „Powinnaś była zostać niewidzialna.
Ale nie, musiałaś się malować. Musiałaś stać za blisko matki pana młodego.
Nie jesteś niczym. Jesteś tłem.”
Próbowałam wstać, widzenie rozmazało mi się z bólu. Warga była rozcięta, oko szybko puchło.
„Zostań na dole,” powiedziała mama zimno. „Już zepsułaś próbę sukni, tylko przez to, że tu byłaś. Jutro jest jej wielki dzień, nie twój.”