— Nie będę służącą twojej ciotki! Jeśli chcesz, żeby zostawiła ci mieszkanie, sam spełniaj jej kaprysy! – Beste recepten
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT

— Nie będę służącą twojej ciotki! Jeśli chcesz, żeby zostawiła ci mieszkanie, sam spełniaj jej kaprysy!

Telefon zadzwonił w sobotę rano, kiedy Anna kończyła kawę, siedząc przy oknie ich małego wynajmowanego mieszkania na peryferiach miasta. Sergey niechętnie sięgnął po telefon.

— Serioża? — rozległ się ochrypły kobiecy głos. — To ciotka Walja.

Anna zobaczyła, jak twarz męża się wydłużyła. O ciotce Walji mówił rzadko, zawsze mimochodem.

Kuzynka jego ojca, bezdzietna wdowa, mieszkająca sama w dużym mieszkaniu w samym centrum.

Spotykali się najwyżej raz do roku podczas rodzinnych uroczystości.

— Serioża, muszę z tobą porozmawiać, — kontynuowała ciotka Walja.

— Nie mam już nikogo z najbliższych.

Zdrowie coraz gorsze, a nie ma nikogo, kto by się mną zajął. Przyjedź, proszę.

Sergey zgodził się odwiedzić ciotkę następnego dnia, ale gdy odłożył słuchawkę, jego oczy błyszczały dziwnym ognikiem.

— Ania, a może pojedziemy razem? — zaproponował.

— Wiesz, ciotka Walja ma wspaniałe mieszkanie w centrum.

Trzy pokoje, wysokie sufity, podłogi z parkietu. Mieszka tam sama od dwudziestu lat.

— I co z tego? — nie zrozumiała Anna.

— No pomyśl sama. Naprawdę zostało jej niewielu krewnych.

A my tutaj męczymy się w tej norki, co miesiąc oddajemy jedną trzecią pensji za czynsz…

Anna spojrzała na męża z niedowierzaniem. W jego głosie brzmiały nuty, które jej się nie podobały.

Następnego dnia pojechali do ciotki Walji. Mieszkanie zrobiło na Annie ogromne wrażenie.

Przestronne pokoje z sztukateriami na sufitach, ogromne okna wychodzące na cichy dziedziniec z wiekowymi lipami.

Stare meble, grube dywany, biblioteka ze starymi książkami w skórzanych oprawach.

— Pięknie tu mieszkacie, — nie mogła powstrzymać komplementu Anna.

Ciotka Walja była kobietą około siedemdziesięciu lat, ale wyglądała młodziej.

Wysoka, dostojna, z inteligentnymi, ale zimnymi szarymi oczami.

Ubrana nienagannie — elegancki granatowy kostium, drogie ozdoby, starannie ułożone siwe włosy.

— Tak, mieszkanie jest dobre, — zgodziła się, uważnie studiując Annę.

— Mój zmarły mąż dostał je jeszcze za czasów radzieckich. Teraz nie wiem, co z nim zrobić. Nie mieliśmy dzieci, wszyscy krewni daleko…

Mówiła to tak, jakby podrzucała przynętę rybie.

Podczas herbaty ciotka Walentyna narzekała na zdrowie — to serce dokucza, to ciśnienie skacze, to w plecach strzela.

Opowiadała, jak trudno jej sama radzić sobie z domowymi obowiązkami, jak strasznie jest w nocy, kiedy nie ma kogo poprosić o pomoc.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Als je wilt doorgaan, klik op de knop onder de advertentie ⤵️

Advertentie
ADVERTISEMENT

Laisser un commentaire