Mój 72-letni mąż – weteran z Wietnamu, który nadal jeździ na motocyklu pomimo artretyzmu kolan – jechał na wizytę w VA, gdy zatrzymał go młody policjant, twierdząc, że jego motocykl jest „za głośny”. Kilka minut później ten sam policjant trzymał go twarzą do ziemi na rozgrzanym do 36 stopni asfalcie przez dwadzieścia trzy brutalne minuty. Myśleli, że złamali jego dumę. Nie mieli pojęcia, co to znaczy prowokować żonę żołnierza. – Beste recepten
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT

Mój 72-letni mąż – weteran z Wietnamu, który nadal jeździ na motocyklu pomimo artretyzmu kolan – jechał na wizytę w VA, gdy zatrzymał go młody policjant, twierdząc, że jego motocykl jest „za głośny”. Kilka minut później ten sam policjant trzymał go twarzą do ziemi na rozgrzanym do 36 stopni asfalcie przez dwadzieścia trzy brutalne minuty. Myśleli, że złamali jego dumę. Nie mieli pojęcia, co to znaczy prowokować żonę żołnierza.

Była dopiero dziewiąta rano, a słońce Oklahomy już migotało na asfalcie niczym roztopione szkło. W powietrzu unosił się zapach kurzu, oleju napędowego i lata. Robert „Bobby” Callahan, siedemdziesięciodwuletni weteran wojny w Wietnamie z dwoma bolącymi kolanami i wieloletnią dyscypliną, powoli wjechał swoim harleyem na drogę nr 51 w kierunku szpitala dla weteranów w Tulsie. Jego lewe kolano pulsowało, to samo, które zostało odłamkiem w pobliżu Pleiku w 1969 roku. Mimo to jechał – bo jazda harleyem dawała mu poczucie wolności, a wolność była czymś, na co zasłużył.

Nie zauważył migających świateł, dopóki nie wypełniły lusterek – czerwone i niebieskie przecinały fale upałów za nim. Bobby zmarszczył brwi i powoli zszedł na pobocze. Z radiowozu wysiadł młody policjant – po dwudziestce, barczysty, krótko ostrzyżony i z tą arogancką nonszalancją, którą widuje się tylko u nowicjuszy, wciąż czujących autorytet.

„Prawo jazdy i dowód rejestracyjny” – warknął funkcjonariusz.

Bobby podał je w milczeniu.

„Twój wydech” – powiedział młody mężczyzna, krążąc wokół motocykla jak drapieżnik. „Jest za głośny. Naruszenie miejskiego rozporządzenia 423”.

Bobby mrugnął. „Synu, to jest towar prosto z fabryki”.

Usta policjanta zacisnęły się. „Zejdź z roweru”.

Bobby westchnął, czując, jak kolana bolą go, gdy zsiadał z konia. Asfalt rozpalał się jak piec. „Słuchaj, próbuję tylko umówić się na wizytę w VA…”

 

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Als je wilt doorgaan, klik op de knop onder de advertentie ⤵️

Advertentie
ADVERTISEMENT

Laisser un commentaire