GDY ŚWIAT SIĘ ZATRZYMUJE, A RZECZY ZOSTAJĄ
Śmierć bliskiej osoby często sprawia, że człowiek działa jak na autopilocie.
Jeden dzień miesza się z drugim, a w głowie jest tylko szum.
W takiej emocjonalnej mgle nagle pojawia się potrzeba „zrobienia porządku”: wynieść ubrania, opróżnić szuflady, schować wszystko, co boli samym widokiem.
To naturalna reakcja. Chcemy mieć wrażenie, że nad czymś jeszcze panujemy. Warto jednak zatrzymać się na chwilę zanim pierwsza torba trafi do kosza. Bo wśród tych „zwykłych” przedmiotów mogą kryć się rzeczy, które za kilka miesięcy albo lat staną się dla ciebie bezcenne. Nie ze względu na pieniądze, ale na serce.
ICH GŁOS ZOSTAWIONY NA PAPIERZE
Odręcznie napisane słowa mają w sobie coś, czego nie da się zastąpić SMS-em czy mailem. List, kartka świąteczna, krótkie „wrócę później” zostawione na żółtej karteczce przy lodówce – to wszystko są ślady czyjegoś istnienia.
Znam kobietę, która po śmierci taty chciała „nie trzymać się przeszłości” i wyrzuciła większość papierów z jego biurka. Po kilku miesiącach zaczęła szukać choć jednej kartki z jego pismem. Okazało się, że przypadkiem zostawiła w książce małą notatkę z dopiskiem „jestem z ciebie dumny”. Do dziś trzyma ją w ramce na półce i mówi, że to dla niej lepsze niż jakikolwiek rodzinny portret.
Twoje emocje teraz mogą podpowiadać: „po co mi to, tylko boli”. Ale za jakiś czas takie drobiazgi stają się kotwicą. Przypomnieniem, że ta osoba naprawdę była, pisała, myślała, zostawiała ci wiadomości. Zamiast wyrzucać – włóż je do koperty, schowaj do pudełka i odłóż w miejsce, do którego możesz wrócić, gdy poczujesz gotowość.