Rok po śmierci męża zatrudniłam kogoś do remontu jego starego biura. Gdy tylko dotarłam do kościoła, zadzwonił wykonawca, a jego głos brzmiał natarczywie: „Proszę pani, musi pani przyjść i zobaczyć to, co właśnie widzieliśmy. Ale proszę nie przychodzić sama – proszę zabrać dwóch synów”. Zamarłam: „Dlaczego pan tak mówi?”. Odpowiedział tylko krótko: „Zrozumie pani, jak zobaczy to pani na własne oczy”.
Nastąpiła pauza w rozmowie — na tyle długa, by strach zdążył mnie objąć. „Zrozumiesz” – powiedział cicho – „kiedy zobaczysz to na własne oczy”. Wezwanie zabrzmiało podczas hymnu na zakończenie. Powinienem był wyciszyć telefon przed rozpoczęciem nabożeństwa, ale mając sześćdziesiąt trzy lata, wciąż zdarzało mi się zapominać o drobnych uprzejmościach współczesnego życia. Wibracje w dłoni … Lire plus