Dwa tygodnie temu Frank zdecydował, że mój pokój powinien być jego biurem. Powiedział, że mogę się przenieść do mniejszego pokoju gościnnego, bo „i tak prawie nic nie wnoszę”. Mama się zgodziła, mówiąc, że Frank „czasami pracuje z domu i potrzebuje przestrzeni”. Byłam wściekła, ale spakowałam swoje rzeczy. Frank natychmiast przeniósł swoje ogromne biurko do mojego pokoju. Powiesił na ścianach swoje brzydkie pamiątki sportowe.
Wczoraj wszystko stanęło na głowie. Frank ogłosił, że sprzedaje mój samochód, bo „pan domu uznał, że jeden samochód wystarczy, żebyśmy się nim podzielili z mamą”. Pieniądze przeznaczy na nowego pickupa. Wyciągnął rękę po moje kluczyki. Zaśmiałam się. Wpadł mi w twarz i powiedział, że to nie prośba. Mama stała za nim i mówiła, żebym „nie robiła scen”.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. To była pani Hendrickx z sąsiedztwa z córką Elaine, prawniczką specjalizującą się w nieruchomościach. Frank próbował zamknąć drzwi, mówiąc, że spędzamy „czas z rodziną”. Pani Hendrickx przepchnęła się obok niego. „Właściwie to muszę porozmawiać z właścicielem domu”.
Frank nadął się. „To ja. Jestem panem tego domu”.
Elaine się roześmiała. „Nie, nie jesteś. Sprawdziłam akta nieruchomości. Właścicielką tego domu jest Ruby Sinclair”.
Moja matka wyglądała na zdezorientowaną. „To moja babcia. Zmarła pięć lat temu”.
Pani Hendrickx uśmiechnęła się do mnie. „Właściwie zostawiła dom Julii”.
Twarz mojej mamy zbladła. „To niemożliwe! Mama zostawiła mi dom!”
W końcu się odezwałam. „Nie, zostawiła to mnie. Byłeś spłukany po rozwodzie i błagałeś mnie, żebym nikomu nie mówił, bo się wstydziłeś. Powiedziałeś, że po prostu będziemy żyć normalnie. Zgodziłam się, bo cię kochałam i chciałam, żebyś czuł się bezpiecznie”.
Elaine wyciągnęła tablet, pokazując akt własności. „Julia jest właścicielką tego domu od pięciu lat”.
Frank zwrócił się do mojej matki, zszokowany, a ona zaczęła płakać.
Rozdział 2: Prawda wychodzi na jaw
Twarz Franka szybko się zmieniła, w ciągu kilku sekund zmieniając się z szoku w gniew. Odwrócił się w stronę mojej matki i podszedł do niej bardzo blisko. „Wiedziałaś o tym?” Jego głos był głośny i ostry. „Wiedziałaś, że przez cały ten czas to ona była właścicielką domu?”
Mama mocno pokręciła głową, a łzy spływały jej po twarzy. Powtarzała „nie” w kółko, a ręce jej się trzęsły. „Nie miałam pojęcia. Przysięgam, Frank. Myślałam, że babcia mi to zostawiła”.
Pani Hendrickx nie ruszyła się z progu, stojąc z założonymi rękami, jakby chciała się upewnić, że Frank nikogo nie popycha ani nie zmusza do wyjścia. Czułam, jak serce wali mi jak młotem, a dłonie miałam spocone. To był mój dom. Mój dom.
W końcu odzyskałem głos i zabrzmiał on mocniej, niż się spodziewałem. „Frank, musisz natychmiast opuścić mój dom”.
Odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć i zaśmiał się złośliwie, aż ścisnęło mnie w żołądku. „Nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić, kochanie. Mam prawa jako rezydent. Mieszkam tu od ośmiu miesięcy”.
Wtrąciła się moja mama, a jej głos drżał i brzmiał rozpaczliwie: „Julia, proszę. Musimy o tym porozmawiać spokojnie, jako rodzina. Czy możemy po prostu usiąść i porozmawiać o tym jak dorośli?”
Elaine zrobiła krok naprzód, a jej prawnik powiedział spokojnie i wyraźnie. „Właściwie, jako właścicielka nieruchomości, Julia ma pełne prawo zażądać od ciebie opuszczenia lokalu. Nie masz żadnej umowy najmu, Frank. Nie masz żadnego prawa do pobytu. Jesteś w zasadzie gościem, który nadużył gościnności”.
Twarz Franka poczerwieniała. Naprawdę poczerwieniała. I zaczął krzyczeć. „Wszyscy zwariowaliście! To ja jestem panem w tym domu! Zajmuję się tu wszystkim, podejmuję decyzje, dbam o to, żeby wszystko funkcjonowało!”. Wskazał na mnie. „Jesteś niewdzięczną dziewczynką, która nie rozumie, jak działa prawdziwy świat. Twoja matka potrzebowała kogoś, kto by się tu przejął i był mężczyzną”.
Pani Hendrickx wyciągnęła telefon. „Frank, natychmiast ciszej, bo wezwę policję za zakłócanie porządku publicznego”.
Moja mama płakała coraz głośniej, błagając wszystkich o spokój. „Proszę, wszyscy, przestańcie! Możemy usiąść i porozmawiać o tym rozsądnie. Wszyscy jesteśmy zdenerwowani i mówimy rzeczy, których nie mamy na myśli”.
Ale miałam już dość. Miałam dość bycia rozsądną wobec Franka. Miałam dość pozwalania mu sobą pomiatać w moim własnym domu. Miałam dość patrzenia, jak moja matka go usprawiedliwia. Spojrzałam prosto na Franka i tym razem mój głos nie zadrżał. „Masz czas do jutra wieczorem, żeby spakować swoje rzeczy i wynieść się z mojego domu. To więcej niż sprawiedliwe”.
Frank spojrzał na moją matkę, czekając, aż go obroni, jak zawsze. Stała tam, załamując ręce, patrząc między nami, a łzy wciąż spływały jej po twarzy. Otworzyła usta, ale nic z nich nie wydobyło się. Frank wpatrywał się w nią, czekając, a ona po prostu płakała i załamywała ręce.
Wtedy Frank całkowicie się zmienił. Jego twarz schłodziła się, a głos stał się miękki i rozsądny, jakby rozmawiał z szaleńcem. „Kochanie, spójrz na swoją córkę. Wyraźnie przechodzi jakieś załamanie nerwowe. Musisz się tym zająć. Ona nie myśli trzeźwo”.
Moja mama skinęła głową, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem. „Julia, może powinnyśmy porozmawiać na osobności, tylko we dwie, bez nikogo innego”.
Chciałam krzyczeć, ale zachowałam spokój. „Dobra, możemy porozmawiać”.
Pani Hendrickx i Elaine spojrzały na siebie. Potem Elaine sięgnęła do torebki i wyjęła wizytówkę. Podeszła i podała mi ją. „Zadzwoń, jeśli będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy. Pomocy prawnej, porady, czegokolwiek”. Wziąłem wizytówkę i podziękowałem jej. Pani Hendrickx ścisnęła mnie za ramię, gdy szły do drzwi. „Postąpiłaś słusznie, kochanie”.
Frank minął nas, krocząc w stronę dawnego pokoju, a drzwi zatrzasnęły się z takim hukiem, że ściany zadrżały. Moja matka wzdrygnęła się na ten dźwięk.
Rozdział 3: Zimna rzeczywistość
Kiedy sąsiedzi wyszli i w domu zapadła cisza, przerywana jedynie gniewnymi ruchami Franka w sypialni, mama zaprowadziła mnie do kuchni. Posadziła mnie przy stole jak dziecko w tarapatach. „Julia, nie możemy po prostu wyrzucić Franka na ulicę. Nie ma dokąd pójść. Gdzie ma spać? To okrutne”. Otarła oczy chusteczką. „Nie tak babcia Ruby chciałaby, żebyś traktowała rodzinę”.
Wpatrywałam się w nią. „Frank nie jest rodziną, mamo. To twój chłopak. Znasz go od ośmiu miesięcy. Osiem miesięcy. I uprzykrzył mi życie”.
Od razu przyjęła postawę obronną, prostując plecy. „Frank jest po prostu tradycyjny. Jesteś zbyt wrażliwy na punkcie wszystkiego. Próbował zaprowadzić porządek w naszym domu. Ktoś musiał to zrobić”.