Słońce prażyło zakurzoną główną ulicę, gdy Anika trzymała szalę, nikt nie usuwał jej drżących rąk. Przyjechała do miasta w prostym celu: kupować, sól i olej do lamp. A jednak czuja się na sobie spojrzenie od chwili, gdy tylko następuje uderzenie. Pomruki unosiły się niczym dym – obca dziewczyna, bez męża, ciężar dla miasta.
Za ladą pani Tate udźwigu, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, który nie krył w sobie ciepła. „O co tym razem chodzi? Więcej walki, który cię nie stał?”
Anika uczucie, jak płomień płonie w policzkach. Zanim dotarło do źr