Nazywam się Clara Rowen i ostatni raz widziałam rodziców, gdy miałam dziewięć lat – stałam na ganku dziadków, ściskając podarty plecak i pluszowego misia bez jednego oka. Niebo tego dnia było szare, z taką ciężką szarością, która uciska klatkę piersiową. Moi rodzice nawet na mnie nie spojrzeli, kiedy kazali mi wysiąść z samochodu.
„Jedź dalej” – powiedziała mama beznamiętnie. „Zostaniesz tu jeszcze chwilę”.
Drzwi samochodu zatrzasnęły się z hukiem. Silnik zapalił. I zanim zdążyłem zapytać dlaczego , już ich nie było.
Pamiętam, jak pukałam do drewnianych drzwi, drżąc. Dziadek otworzył je zaskoczony, z zmęczonymi i życzliwymi oczami. „Klara? Co ty tu robisz? Gdzie są twoi rodzice?”
„Powiedzieli… Zostaję tutaj” – wyszeptałem.