„Byłeś” – zgodziłem się. „Ale sukces, tato, ma to do siebie, że nie potrzebuje niczyjego pozwolenia ani aprobaty. Wystarczy wizja i determinacja”. Podałem mu elegancką, czarną wizytówkę z moim imieniem i srebrnym napisem „CEO, Walker Tech Enterprises”. „Dziś wieczorem, o 19:00, w moim penthousie. Kierowca zna drogę. A Andrew” – zawołałem przez ramię – „może zaparkujesz tę Teslę z tyłu. Ochrona potrzebuje miejsc z przodu na sesję zdjęciową dla Forbesa”.
Rozdział 5: Bezcenny widok
Odchodząc, otoczony przez dyrektorów i reporterów, usłyszałem, jak Andrew mruczy: „Nie mogę uwierzyć, że moja młodsza siostra jest miliarderką”. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie wszystkie chwile, kiedy mnie lekceważyli, niedoceniali, ignorowali mój potencjał. Czasami najlepszą zemstą jest udowodnienie ludziom, że się mylą, pokazanie im tak niewiarygodnej racji , że już nigdy nie będą w stanie spojrzeć na ciebie tak samo.
Tego wieczoru, gdy moja rodzina siedziała w moim penthousie, wciąż analizując wydarzenia minionego dnia, wzniosłem toast. „Za podróż autobusem i budowanie imperium, podczas gdy wszyscy inni popisywali się swoimi samochodami”. Widok Stanfordu z moich okien był spektakularny. Widok na odmienioną perspektywę mojej rodziny – bezcenny.