Nikt się do tego nie przyznał, ale cisza była wystarczająco głośna. Ethan podszedł do mnie, zaciskając szczękę. „Przepraszam” – wyszeptał. „Powinienem był zostać z tobą”.
Colleen odchrząknęła, próbując zachować godność. „No cóż… skoro już wszystko jest w porządku, może wszyscy wrócimy do świętowania”.
Ale Daniel pokręcił głową. „Nie. Moja siostra nie jest ci winna swojej obecności”. Spojrzał na mnie. „Chcesz zostać?”
Ścisnęło mnie w żołądku. Przyjechałam z nadzieją na nawiązanie więzi z dalszą rodziną Ethana – ale brutalna prawda była teraz niepodważalna. Zostać oznaczałoby wtłoczenie się w miejsce, gdzie pod wymuszonymi uśmiechami kryła się wrogość. Wzięłam więc głęboki oddech i odpowiedziałam cicho: „Wolałabym odejść”.