Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. To nie był mężczyzna, którego poślubiłam, mężczyzna, który kiedyś był taki delikatny i kochający. Jak mógł tak traktować naszą niewinną córkę? Sceny wciąż się rozwijały, ukazując stronę jego osobowości, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Nie uderzył jej, ale napięcie emocjonalne, jakie jej wyrządził, wystarczyło, by ją oszpecić. Nadal ją ganił, a na jego twarzy malowała się złość i niecierpliwość.
Patrząc, w mojej głowie kłębiły się pytania. Co spowodowało tę zmianę w jego zachowaniu? Czy był pod jakąś presją, o której mi nie powiedział? A może zawsze był zdolny do takiego okrucieństwa, ukrytego gdzieś głęboko? Czułam mieszankę gniewu, zdrady i ogromnego smutku.
Film nadal się odtwarzał i zauważyłam momenty, w których zdawał się łapać równowagę, zatrzymując się nagle, jakby zdawał sobie sprawę, że posunął się za daleko. Puszczał jej ramię i cofał się, wyglądając niemal winnie, po czym wracał do telefonu. Te chwile wahania były krótkie, ale dawały mi promyk nadziei, że może jednak nie jest całkiem stracony.