Zadzwoniłam więc do Steve’a tego popołudnia. Odebrał po drugim sygnale, jak zawsze. Wyjaśniłam mu sytuację, starając się brzmieć rzeczowo, a nie zrozpaczona. Nie zdążyłam napisać dwóch zdań, a już powiedział: „Oczywiście, że poprowadzę cię do ołtarza, Zoe. Nawet nie musisz pytać”. Po prostu tak. Bez wahania, bez wymówek, bez sprawdzania kalendarza, czy nie ma czegoś ważniejszego do zrobienia. Po prostu natychmiastowe, bezwarunkowe wsparcie.
Rozmawialiśmy przez około godzinę. Steve nie obrzucał tatę obelgami, co doceniam. Po prostu słuchał, udzielał praktycznych porad dotyczących logistyki ceremonii i obiecał, że uprasuje garnitur, zanim się rozłączy. Powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci: „To twój tata traci, nie ty. Pamiętaj o tym”. Max, który przysłuchiwał się całej rozmowie, prychnął z aprobatą.
Tego wieczoru, po powrocie Ryana do domu i kolacji, postanowiłam wysłać tacie SMS-a. Bez płaczu, błagania, emocjonalnych apeli. Same fakty. Spędziłam jakieś piętnaście minut na kasowaniu i przepisywaniu, zanim nacisnęłam „Wyślij”.
Tato, rozumiem, że postanowiłeś nie prowadzić mnie do ołtarza w sobotę. Chociaż to twoja decyzja, nie pójdę sam. Wujek Steve zajmie twoje miejsce. Nie chodzi o to, żeby cię zranić, ale o to, żebym otaczał się ludźmi, którzy naprawdę są dla mnie ważni.
Nacisnąłem „Wyślij”, wyłączyłem telefon i poszedłem spać. Nie chciałem się martwić, jakąkolwiek odpowiedź mógłby mi dać. To mógłby być problem na jutro. Ale oczywiście z moim tatą nigdy nie jest tak prosto. Konsekwencje były nieuniknione i miały być nuklearne.
Rozdział 3: Opad nuklearny
Powinienem był wiedzieć, że nie powinienem wyłączać telefonu tamtej nocy. Kiedy w końcu włączyłem go ponownie następnego ranka, było to jak otwarcie śluz piekielnych. Piętnaście nieodebranych połączeń od taty, siedem od Megan, dwadzieścia trzy SMS-y między nimi. Przeglądałem SMS-y, siedząc przy kuchennym stole; każda wiadomość była bardziej chaotyczna od poprzedniej.
Tata: Zadzwoń do mnie natychmiast. Nie możesz tego zrobić. To kompletny brak szacunku. Jeśli zrobisz to ze Stevem, pożałujesz.
Megan: Co jest z tobą nie tak? Tata jest strasznie zdenerwowany. Niszczysz własne wesele i krzywdzisz wszystkich. Naprawdę powinnaś się odczepić. Brzmisz gorzko, a to cholernie małostkowe.
Właśnie miałem wyciszyć oba numery, gdy telefon zadzwonił ponownie. Tata. Odebrałem i zanim zdążyłem się przywitać, rozległ się krzyk. Jego głos był tak głośny, że musiałem odsunąć telefon od ucha. Max porzucił śniadanie i usiadł mi na kolanach, jakby mógł mnie fizycznie osłonić przed słownym atakiem, który do mnie docierał.
„Jak śmiesz stawiać Steve’a na moim miejscu? Jestem twoim ojcem!” – jego głos załamał się przy tym ostatnim słowie, jakby próbował przekonać samego siebie, tak samo jak mnie. Ten facet, który całe życie traktował mnie jak coś drugorzędnego, nagle chce przypisać sobie tytuł ojca? Ta bezczelność jest wręcz imponująca.
Wziąłem głęboki oddech i jakimś cudem udało mi się odpowiedzieć ze spokojem, którego zdecydowanie nie czułem: „Tytuł, do którego nigdy nie czułeś się szczególnie przywiązany, aż do teraz”.
To jeszcze bardziej rozwścieczyło tatę. Zaczął wygłaszać tyradę o Steve’ie jako „wścibskim”, który ciągle próbuje wtrącać się do życia swojej rodziny, o tym, że „próbuje ukraść mu rolę”, i o tym, że jestem „niewdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobił”. Musiałam powstrzymać śmiech, słysząc tę ostatnią część. Wszystko, co dla mnie zrobił? Co, jak przegapienie każdej ważnej chwili mojego życia? Sprawianie, że czuję się jak obywatel drugiej kategorii we własnej rodzinie? Tak, dzięki za to wszystko, tato. Naprawdę wspaniałe rodzicielstwo. Ironia w tym, że używa słowa „ rodzina ” jak czegoś, w budowaniu czego aktywnie uczestniczył, a nie genetycznego przypadku, do którego od czasu do czasu się przyznaje, nie umknęła mojej uwadze. To tak, jakby facet pojawiał się w pracy raz w miesiącu i domagał się „pracownika roku”.
„Upokarzasz mnie przed wszystkimi” – powiedział gniewnym głosem, brzmiącym niemal jak strach. To mnie zaskoczyło. Nie chodziło o mnie. Chodziło o jego wizerunek. Klasyczny narcystyczny chwyt. Wszystko sprowadza się do tego, jak to na niego wpływa .
„Upokarzasz się” – powiedziałam mu. „Nic nie powstrzymało cię przed pójściem na mój ślub, poza twoimi własnymi wyborami. Wycofałeś się, a teraz jesteś wściekły, że nie poszłam sama do ołtarza”.
Nie przestawał, bredząc o tym, jak Steve zawsze mu zazdrościł, jak mnie wykorzystuje, żeby się na nim zemścić za jakąś starą bzdurę o rywalizacji z rodzeństwem. W końcu, po tym, co wydawało się wiecznością jego wściekłości, miałem dość. Przerwałem mu w pół zdania.
„Tato, może zastanów się, dlaczego Steve był dla mnie lepszym ojcem niż ty kiedykolwiek”. Słowa zabrzmiały ostro, ale były prawdziwe.
Przez chwilę po drugiej stronie panowała martwa cisza. Myślałam, że może faktycznie rozmyśla nad tym, co powiedziałam, że może, ale to tylko może, coś przebiło się przez jego egocentryczną bańkę. Ale potem nastąpiło kliknięcie i się rozłączył. Oczywiście. W obliczu niewygodnej prawdy jego najskuteczniejszym ruchem jest wycofanie się. Po co teraz zmieniać strategię?
Odłożyłam telefon i spojrzałam na Ryana. „No cóż, poszło zgodnie z oczekiwaniami”. Obszedł stół i przytulił mnie. „Świetnie ci poszło. Powiedziałeś to, co należało powiedzieć”.
Myślałam, że to już koniec na dziś, ale Megan też musiała wtrącić swoje trzy grosze. Dwadzieścia minut później mój telefon zawibrował z SMS-em od niej długości powieści. Przeczytałam go Ryanowi na głos, starając się jak najdobitniej i dramatyczniej czytać, żeby było mniej boleśnie.
Wykorzystywanie ślubu do atakowania taty i mnie jest żałosne. Zawsze byłaś tą dramatyczną. Powinnaś być wdzięczna, że zaoferował się zapłacić za cokolwiek. Tata tyle dla nas obojga zrobił, a ty mu się tak odwdzięczasz? Upokarzając go? Pozwalając Steve’owi zająć jego miejsce? Wiesz, że mają problemy, wiesz, że to go zrani, ale nie obchodzi cię to, bo zawsze byłaś samolubna. Miałam zamiar przyjść na twój ślub, mimo że kolidował z parapetówką, ale teraz chyba tego nie zrobię. Gratuluję zrujnowania tego, co powinno być szczęśliwym dniem dla naszej rodziny.
Pod koniec oboje z Ryanem śmialiśmy się. Ta bezczelność była wręcz imponująca. Jej parapetówka w mieszkaniu, w którym mieszkała od miesięcy, w jakiś sposób dorównywała mojemu ślubowi, a ja byłem tym samolubnym? Jasne. „Dziesięć dolców za to, że napisała to, mając tatę zaglądającego jej przez ramię” – powiedział Ryan i musiałem się zgodzić. Miało to wszystkie cechy charakterystyczne dla specyficznego dla mojego taty sposobu na wzbudzanie poczucia winy. Zablokowałem ich numery i nie odpowiedziałem. Problem rozwiązany. Max dostał dodatkową nagrodę za to, że zniósł mój rodzinny dramat, a resztę dnia spędziliśmy na załatwianiu szczegółów ślubu na ostatnią chwilę, zamiast stresować się ludźmi, którzy i tak nigdy nie traktowali mnie priorytetowo.
Tego wieczoru Steve zadzwonił, żeby się upewnić. Dostał podobną lawinę wiadomości od taty, ale zignorował je wszystkie. „W twoim ślubie nie chodzi o niego” – powiedział po prostu. „Chodzi o ciebie i Ryana. Wszystko inne to tylko szum”. Potwierdził, że będzie na kolacji przedślubnej następnego dnia i powiedział, żebym się o nic nie martwił. „Mogę cię wspierać, dzieciaku. Zawsze wspierałem i zawsze będę wspierał”.
Nie miałem pojęcia, że prawdziwa burza dopiero nadejdzie i że zmieni wszystko, co myślałem, że wiem o swojej rodzinie.
Rozdział 4: Najlepszy dzień
Poranek ślubu nadszedł wraz z kwietniowym słońcem wpadającym przez okna mojego mieszkania. Max obudził mnie swoim porannym rytuałem cichego skomlenia i klepnięcia w ramię. Ryan został wczoraj wieczorem u swojego kumpla, co było pewnego rodzaju tradycją, że nie widział panny młodej przed ślubem, na co nalegała jego mama. Szczerze mówiąc, cieszyłam się z towarzystwa Maxa; bez niego w mieszkaniu byłoby zbyt cicho, a niepokój mógłby się w nim pomieścić.
Umówiłam się z siostrą Ryana, że Max zabierze go na ceremonię, a później przyprowadzi na przyjęcie na świeżym powietrzu. Przeżył już niezliczone degustacje tortów i miał wyrobione zdanie na temat kurczaka czy ryby (ryby, oczywiście – przyłapałam go, jak próbował ukraść łososia z lady podczas degustacji). Koordynatorka sali początkowo próbowała zaprotestować przeciwko obecności psa na weselu, ale szybko to uciszyłam: nie ma Maxa, nie ma wesela.
Mój telefon był błogo cichy, odkąd trzy dni temu zablokowałam tatę i Megan. Mama zadzwoniła raz, brzmiąc na zestresowaną. Powiedziałam jej, że może przyjść, ale nie odblokowywałam taty ani nie zmieniałam zdania co do Steve’a. Wydała jakieś niejasne dźwięki o „harmonii rodzinnej”, a potem musiała odejść, bo tata dzwonił do niej z drugiej linii. Typowa mama, zawsze wybierająca drogę najmniejszego oporu.
Moje druhny przybyły punktualnie o 9:00. Moja najlepsza przyjaciółka, Jamie, spojrzała na mnie siedzącą na kanapie w piżamie, głaszczącą Maxa, i oznajmiła: „Potrzebna awaryjna mimoza”. I miała rację. Nie spałam zbyt wiele, a w głowie kłębiły mi się najgorsze scenariusze: co, jeśli tata pojawi się nieproszony? co, jeśli zrobi awanturę? co, jeśli, co, jeśli?