„Zawsze spychałeś mnie w cień, ukrywając, ile siebie włożyłem w twoją karierę. Ale prawdę mówiąc, beze mnie połowa twoich tak zwanych zwycięstw by nie istniała”.
Nerwowo pociągnął za krawat, ale powiedziałem głośniej:
„I nie zapominajmy o inwestorze. To nie ty go znalazłeś. To mój ojciec zapewnił kapitał początkowy. Nie pożyczył, jak się chwalisz, ale dlatego, że mi zaufał. Nie ty – mnie.”
W pokoju zapadła cisza. Twarze napięły się, szklanki zamarły w powietrzu. Mój mąż zbladł jak papier.
„Więc tak, kochanie, masz rację: niektóre inwestycje kończą się fiaskiem. Moja rodzina zainwestowała w ciebie wszystko. Ale prawda jest teraz oczywista – oto przed nimi stoi „człowiek, który sam doszedł do wszystkiego”.