Czytałem to z rosnącym niedowierzaniem.
Przedstawiono w nim Michaela jako oddanego męża, wschodzącą gwiazdę w swojej dziedzinie, ofiarę „radykalnej prawniczki feministycznej” i jej „niestabilnej córki”, która, co dziwne, miała finansowy powód, by go oskarżyć.
Ja.
Adrianna.
Oskarżono nas o wymyślenie nadużycia w celu przejęcia kontroli nad majątkiem Michaela. Twierdzono, że w przeszłości stosowałem „agresywne taktyki” i stawiałem „niepotwierdzone zarzuty”. Powoływano się na „anonimowe źródła”. Stare zdjęcia.
Jedno ze zdjęć przedstawiało Adrienne na przyjęciu, na kilka miesięcy przed pierwszym ciosem, unoszącą kieliszek wina i śmiejącą się. Podpis brzmiał: „Czy to wygląda na kobietę w traumie? Wydaje się, że całkiem dobrze korzysta z życia, jak na kogoś, kto twierdzi, że się boi”.
Na innym zdjęciu wychodziłem z sądu w Nowym Jorku, z poważnym wyrazem twarzy po długiej rozprawie. Podpis: „Znana z wrogości wobec mężczyzn w sprawach rodzinnych, adwokat Vance znalazła nowy cel w osobie własnego zięcia”.
To wszystko były kłamstwa.
Ale to były sprytne kłamstwa.
A blog był udostępniany.
„To już zostało opublikowane tysiące razy” – powiedziała Lucy. „Na forach osiedlowych, w prywatnych grupach na Facebooku, a nawet w sekcjach komentarzy w lokalnych wiadomościach. Popularny jest hashtag: #JusticeForMichael”.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem zawroty głowy.
„Złożymy pozew” – powiedziałem. „Za zniesławienie. Za nękanie”.
„Możemy” – odpowiedziała Lucy – „ale to zajmie trochę czasu. A tymczasem…”
Tymczasem wieść się rozprzestrzeniała.
I właśnie tego pragnęła Helen.
Nie mogła wymazać policzków, które Michael jej zadał w jadalni w Beverly Hills.
Ale mogła spróbować zmienić wszystko wokół nich.
O czym jeszcze nie wiedziałam – czego nie mogłam wiedzieć – to to, że gdzieś tam, ktoś postanowił, że ma już dość wersji wydarzeń przedstawionej przez Helen.
Ktoś, kto wiedział, że rodzina Matthewsów ukrywała pewne rzeczy przez bardzo długi czas.
A ta osoba miała wszystko zmienić.