Na zakończenie studiów tata napisał SMS-a: „Nie oczekuj pomocy. Radź sobie sam”. Potem zadzwonił mój dyrektor finansowy: „IPO osiągnęło miliard dolarów!”. Wszyscy to usłyszeli. Twarz taty, gdy uświadomił sobie, że jego „bezradna” córka właśnie została miliarderką. – Page 4 – Beste recepten
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT

Na zakończenie studiów tata napisał SMS-a: „Nie oczekuj pomocy. Radź sobie sam”. Potem zadzwonił mój dyrektor finansowy: „IPO osiągnęło miliard dolarów!”. Wszyscy to usłyszeli. Twarz taty, gdy uświadomił sobie, że jego „bezradna” córka właśnie została miliarderką.

„Skończyłam zabiegać o jego aprobatę” – powiedziałam w końcu. „Ten rozdział jest zamknięty. Ale nie wykluczę go ze swojego życia ze złości. Drzwi pozostają otwarte – na moich warunkach”.

Mama wzięła mnie za rękę. „Stałaś się taka mądra, Sophio. Silniejsza niż ja kiedykolwiek byłam”.

„Zrobiłaś, co mogłaś”, zapewniłem ją.

„Nie” – powiedziała stanowczo. „Nie zrobiłam tego. Powinnam była bardziej cię bronić. Zbyt często pozwalałam, by jego lekceważenie twoich marzeń pozostało bez odpowiedzi”.

„Nie możemy zmienić przeszłości” – powiedziałem. „Ale możemy wybrać, jak pójdziemy dalej”.

Następnego ranka oprowadziłem rodzinę po Secure Connect. Pracownicy wciąż świętowali, ale praca szła pełną parą. Ludzie zatrzymywali się, żeby mi pogratulować i poznać moją rodzinę.

„To niesamowite” – powiedział Thomas, gdy przechadzaliśmy się po dziale inżynieryjnym, gdzie dziesiątki programistów pracowało nad naszą podstawową technologią. „Nie miałem pojęcia, że ​​to aż tak istotne”.

„Co myślałeś, że robię?” – zapytałem, szczerze ciekaw.

Wzruszył ramionami. „Szczerze? Tata powiedział, że bawisz się komputerami w ramach jakiegoś szkolnego projektu”. Skrzywił się. „Powinienem był sam podjąć decyzję. Przepraszam, Sophio”.

Tego popołudnia, po tym jak moja rodzina pojechała na lotnisko, Jennifer zastała mnie przeglądającego plany po IPO. „Dzwonił twój ojciec” – powiedziała. „Chciał wiedzieć, czy rozważyłby pan dołączenie do zarządu Anderson Building Supply. Powiedział – cytuję – „Jej doświadczenie biznesowe byłoby cenne dla naszej firmy”.

Zaśmiałem się głośno. Po latach lekceważenia mojego zmysłu biznesowego, teraz chciał go wykorzystać.

„Co mam mu powiedzieć, kiedy oddzwoni?” – zapytała Jennifer.

„Powiedz mu, że chętnie omówię potencjalne synergie między naszymi firmami” – powiedziałem po chwili. „Ale moim priorytetem musi pozostać Secure Connect – zwłaszcza w tym krytycznym okresie po IPO”.

Jennifer skinęła głową. „Wybieram drogę szlachetną. Niczego innego bym się nie spodziewała”.

W kolejnych tygodniach kształtowała się nowa normalność. Zainteresowanie mediów osłabło. Nasze akcje ustabilizowały się. Pracownicy wrócili do swoich rytmów, a codzienne realia zarządzania spółką publiczną – kwartalne raporty, relacje inwestorskie, zaostrzona kontrola – stały się moim życiem.

Mój ojciec już nie zadzwonił w sprawie miejsca w zarządzie. Zamiast tego wysłał formalnego e-maila z propozycją – kopią dla moich braci i naszych prawników. Odpowiedziałem równie formalnie, odrzucając propozycję miejsca, ale sugerując inne sposoby współpracy naszych firm.

Po debiucie giełdowym najbardziej zaskoczyło mnie to, jak szybko samo osiągnięcie ucichło w cień. Potwierdzenie, którego tak długo szukałem, raz otrzymane, straciło swój blask szybciej, niż się spodziewałem. Ważne pozostały relacje nawiązane po drodze – i wpływ naszej technologii na klientów, którzy na niej polegali.

Trzy miesiące po ukończeniu studiów podjęłam decyzję, która zaskoczyła wielu, ale instynktownie wydawała się słuszna. Założyłam fundację Secure Connect Foundation, przeznaczając na nią 50 milionów dolarów z moich udziałów, aby sfinansować stypendia dla młodych kobiet, które interesują się cyberbezpieczeństwem i technologią. Pierwszą beneficjentką była błyskotliwa dziewiętnastolatka z wiejskiej Georgii, której ojciec, podobnie jak mój, uważał, że technologia nie jest odpowiednim kierunkiem dla jego córki. Kiedy zadzwoniłam, żeby jej o tym powiedzieć, rozpłakała się.

„To zmienia wszystko” – powiedziała. „Cała moja przyszłość właśnie się otworzyła”.

Jej słowa przywołały mi wspomnienie inwestycji Catherine sprzed lat – i obietnicy, którą złożyłem. Cykl wsparcia trwał, szerszy, niż którekolwiek z nas sobie wyobrażało.

Moja relacja z ojcem pozostała skomplikowana. Zawarliśmy ostrożne odprężenie, komunikując się głównie formalnymi kanałami w sprawie potencjalnych powiązań biznesowych. Nigdy nie przeprosił za lata zwątpienia, ale przestał przewidywać moje porażki. W świecie Harolda Andersona to był postęp.

Moja matka często mnie odwiedzała, zachwycając się tym, co zbudowałam, i w końcu wyrażając żal, że nie wspierała mnie aktywniej w pierwszych latach. „Tak bardzo bałam się rozbić rodzinę” – wyznała. „Ale teraz widzę, że harmonia zbudowana na nierównościach wcale nią nie jest”.

Być może najgłębsza zmiana zaszła we mnie. Dążenie do udowodnienia ojcu, że się mylił – które napędzało tyle nieprzespanych nocy – przerodziło się w coś zdrowszego: pragnienie udowodnienia sobie racji. Że mam rację co do szans rynkowych. Co do naszego podejścia do bezpieczeństwa. Co do zespołu, który zgromadziłem.

Rok po naszym debiucie giełdowym wróciłem na MIT, aby wygłosić wykład dla studentów inżynierii na temat przedsiębiorczości. Stojąc na podium w tej samej sali, w której ukończyłem studia, spojrzałem na pełne entuzjazmu twarze i poczułem ciche spełnienie.

„Sukces nie polega na udowadnianiu innym, że się mylą” – powiedziałem im. „Chociaż może to dawać chwilową satysfakcję. Prawdziwy sukces polega na udowodnieniu sobie racji – potwierdzeniu własnej wizji tego, co jest możliwe”.

Młoda kobieta podniosła rękę. „Czy twój ojciec kiedykolwiek przyznał, że się co do ciebie mylił?”

„Nie” – odpowiedziałam szczerze. „I już go nie potrzebuję”.

Najcenniejsza lekcja, jaką wyniosłem z tworzenia Secure Connect, nie dotyczyła kryptografii ani strategii. Chodziło o zdefiniowanie sukcesu na własnych zasadach, zamiast szukania zewnętrznej weryfikacji.

Gdy schodziłem ze sceny, by bić brawo, mój telefon zawibrował z wiadomością od ojca. Widziałem, że twój wykład jest transmitowany na żywo. Dobrze powiedziane.

Żadnych przeprosin. Żadnego przyznania się do błędu. Być może, na swój sposób, mały krok w stronę zrozumienia.

Uśmiechnęłam się i odłożyłam telefon. Moje uznanie nie pochodziło już od Harolda Andersona. Pochodziło od setek pracowników, którzy powierzyli swoje kariery mojemu kierownictwu. Od klientów, którzy powierzyli swoje dane naszej technologii. Od młodych kobiet, które dostrzegły w mojej drodze mapę dla siebie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Als je wilt doorgaan, klik op de knop onder de advertentie ⤵️

Advertentie
ADVERTISEMENT

Laisser un commentaire