Zakwaterowaliśmy Brendę w małym mieszkaniu, które przygotowałem niedaleko. Wygodne, proste, ale pełne ciepła – takim, na jaki zasługiwała. Zatrudniłem coacha i doradcę prawnego, aby mieć pewność, że nikt nie będzie mógł jej zmusić do powrotu ani zastraszyć.
Pierwszej nocy płakała godzinami. Nie tylko z powodu tego, co się stało, ale dlatego, że przez osiem lat żyła w milczeniu, udając, że wszystko jest idealnie. Przytuliłem ją mocno, pozwoliłem jej szlochać i zapewniłem, że to już koniec.
„Mamo… dlaczego nie przyszłaś wcześniej?” zapytała.
„Myślałam, że pomagam z daleka” – powiedziałam łagodnie. „Wysyłałam pieniądze, wysyłałam prezenty… Myślałam, że jesteś szczęśliwy. Nie zdawałam sobie sprawy z głębi ich okrucieństwa”.
„Nawet gdybyś wiedział, nie prosiłabym cię o interwencję” – przyznała. „Bałam się. Myślałam, że przeżyję, ale nie dałam rady. Nie sama”.
Rozmawiałyśmy całymi dniami, odbudowując kontakt. Zachęcałam ją do powrotu do pracy w projektowaniu graficznym. W ciągu kilku tygodni Brenda znów zaczęła pracować jako freelancerka, odbudowując pewność siebie i niezależność. Śmiała się, planowała, marzyła – nie o tym, by zadowolić innych, ale o tym, by żyć własnym życiem.