O północy zadzwonił mój telefon – pielęgniarka mojego syna wyszeptała: „Proszę… przyjść samemu”. Wślizgnąłem się tylnymi drzwiami szpitala, gdzie na korytarzu stali funkcjonariusze. Jeden gestem poprosił o ciszę. Kiedy w końcu spojrzałem na jego łóżko, widok ten niemal zatrzymał mi serce…
Tego popołudnia moi rodzice przyszli obejrzeć mecz wnuka. Mieszkali zaledwie piętnaście minut drogi ode mnie i byli niezawodną, pełną miłości obecnością w naszym życiu, często pomagając Ethanowi. Matka Michaela natomiast zmarła dwa lata temu, a jego ojciec ożenił się ponownie i przeprowadził na Florydę. Wymienialiśmy się kartkami świątecznymi z moim teściem mniej więcej raz w roku; to była cała nasza relacja.
Kiedy Ethan strzelił wspaniałego gola, na trybunach wybuchły wiwaty. Wstałem z rodzicami i klaskałem, aż mnie ręce zabolały. Pod koniec meczu Michael podbiegł, lekko zdyszany, ale z szerokim uśmiechem.
„Udało mi się” – powiedział, siadając obok mnie. „Jak się miewa mój mały mistrz?”
„Zdobył gola, Michael. To było niesamowite” – odpowiedziałem radośnie, opierając się o jego bok.
Później tego wieczoru, gdy relaksowaliśmy się na kanapie w salonie, Michael oznajmił: „Wybierzmy się całą rodziną w podróż do Europy w przyszłym roku. Dzięki awansowi nasze dochody są teraz o wiele bardziej stabilne”.
„Naprawdę?” Oczy Ethana rozbłysły. „Czy możemy też pojechać do Londynu?”
„Oczywiście” – powiedział Michael, czochrając syna po włosach. „Pojedziemy też do Paryża i Rzymu”.
Patrząc na radosne twarze męża i syna, poczułam znajome ciepło rozlewające się po moim sercu. Myślałam, że jesteśmy idealną rodziną. Nie miałam pojęcia, że mały, podstępny cień zaczął już padać na nasze spokojne dni.
Kilka dni później Ethan wrócił ze szkoły i opadł ospale na sofę w salonie. „Mamo, znowu kręci mi się w głowie”.
„Wszystko w porządku?” Zaniepokoiłem się i położyłem mu dłoń na czole. Nie miał gorączki.
„Tak, ale czuję się trochę oszołomiony” – powiedział z bladym uśmiechem.
To był już trzeci raz w ciągu tylu tygodni. Początkowo zbagatelizowałem to jako odwodnienie po treningu piłki nożnej, ale wraz z nasileniem się objawów, w żołądku zaczął formować mi się zimny węzeł niepokoju. Tego wieczoru porozmawiałem o tym z Michaelem.
„Myślę, że powinniśmy go przebadać w szpitalu, dla bezpieczeństwa” – powiedziałem.
Michael skinął głową z poważną miną. „Masz rację. Zbadajmy go dokładnie. Znam dobry szpital. W Boston General Hospital jest znakomity pediatra”.
W następnym tygodniu wszyscy troje odwiedziliśmy Boston General. Lekarz prowadzący, dr Johnson, był miłym mężczyzną w średnim wieku z delikatnym uśmiechem. „Na wszelki wypadek” – zalecił – „sugeruję dwudniowy, trzydniowy pobyt w szpitalu w celu przeprowadzenia kompleksowych badań. Wykonamy EEG, rezonans magnetyczny i pełen zestaw badań krwi, aby ustalić przyczynę”.
„Pobyt w szpitalu?” Ethan wyglądał na zaniepokojonego.
„Będzie dobrze” – powiedział Michael, pocieszająco obejmując syna ramieniem. „Tata będzie cię odwiedzał codziennie, a mama też będzie z tobą przez cały czas”.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a Ethan odważnie skinął głową. „Dobrze. Chcę szybko wyzdrowieć”.
W poniedziałkowy poranek, z chłodnym, jesiennym powietrzem muskającym skórę, udaliśmy się do szpitala Boston General. Ethan nalegał, żeby sam niósł swoją małą walizkę, a moje serce ścisnęło się na widok odważnej, drobnej postaci mojego syna wchodzącej do imponującego budynku. Oddział pediatryczny był jaśniejszy, niż się spodziewałam, z kolorowymi ilustracjami zwierząt namalowanymi na ścianach. Prywatny pokój przydzielony Ethanowi był komfortową przestrzenią z dużym oknem wychodzącym na pobliski park, którego drzewa płonęły jesienną czerwienią i żółcią.
„Wygląda na to, że będzie wygodnie” – powiedziałam tak pogodnym głosem, jak tylko potrafiłam, porządkując nasze rzeczy. Michael rozejrzał się po każdym zakamarku pokoju i z zadowoleniem skinął głową.
Doktor Johnson wszedł z pielęgniarką. „Witaj, Ethan. To Mary, będzie twoją pielęgniarką”.
Mary, kobieta o ciepłym spojrzeniu i spokojnej postawie, przykucnęła na wysokości oczu Ethana. „Jeśli będziesz czegoś potrzebował, nie wahaj się pytać. Zawsze jestem na dyżurce pielęgniarek”.
Dr Johnson wyjaśnił harmonogram badań. „Dzisiaj zrobimy EEG i badania krwi. Jutro rezonans magnetyczny. Przekażemy panu wszystkie wyniki za trzy dni”.
„Czy będzie bolało?” zapytał Ethan cichym głosem.
„Badanie krwi trochę zaboli, ale szybko się skończy” – odpowiedziała Mary życzliwie. „EEG w ogóle nie boli. Po prostu naklejamy ci na głowę małe naklejki”.
Pierwszego dnia testy przebiegły bez problemów. Po południu Ethan spędził czas w szpitalnym pokoju zabaw i ku mojej uldze poznał nowego przyjaciela, chłopca o imieniu Jason z sąsiedniego pokoju. „Szpital jest całkiem fajny, mamo” – powiedział z uśmiechem.
Wieczorem Michael pobiegł do mnie po pracy. Wciąż w garniturze, bez śladu zmęczenia, usiadł przy łóżku syna. „Jak się dzisiaj czuł mój dzielny chłopiec?”
„Wszystko było w porządku, tato” – odpowiedział dumnie Ethan.
„To mój syn” – powiedział Michael, głaszcząc go po głowie. „Skończę jutro wcześniej, żebyśmy mogli zjeść razem kolację”.
Drugi dzień również przebiegł bezproblemowo. Wieczorem zadzwonił Michael. „Kate, bardzo mi przykro…”. Ton jego głosu natychmiast wywołał u mnie złe przeczucia.
“Co to jest?”