Trzęsącymi się rękami podłączyła go do laptopa. Otworzył się film.
Jej ojciec siedział w swoim starym warsztacie, z plamami oleju na koszuli i siwiejącymi na skroniach włosami.
„Emma” – zaczął, uśmiechając się delikatnie. „Jeśli to oglądasz, to dotarłaś do tego momentu w życiu, kiedy potrzebowałaś czegoś solidnego pod nogami. Nie chciałem, żebyś polegała na nikim innym – ani na partnerze, ani na pracy, ani na szczęściu. Chciałem, żebyś polegała na sobie”.
Zatrzymał się, jego spojrzenie było łagodne.
„Masz dobre serce. Nie pozwól nikomu przekonać cię, że jesteś mniejszy, niż jesteś. Te pieniądze… nie są po to, żeby zmienić to, kim jesteś. Są po to, żeby świat nie mógł cię zepchnąć w dół”.
Emma zakryła usta, a łzy płynęły jej strumieniami.
„Kocham cię, dzieciaku” – dokończył. „Włącz transmisję na żywo”.
Kiedy film się skończył, Emma zamknęła oczy i wyszeptała: „Tak, tato. Obiecuję”.
I mówiła poważnie.
Dziś Emma Collins nie tylko odbudowuje swoje życie – ona rozkwita. Kobieta, która straciła wszystko, by odkryć, że ma w sobie więcej siły, więcej możliwości i więcej miłości, niż kiedykolwiek przypuszczała.
Gdybyś był na miejscu Emmy i odkrył ukryty dar po stracie wszystkiego, co byś zrobił najpierw? Chętnie poznam Twoją opinię.