Nie mogliśmy wrócić do domu. To było jasne. Ale nie mogliśmy też po prostu zniknąć. Richard miał środki. Znajdzie nas.
„Najpierw potrzebujemy dowodów” – zdecydowałem w końcu. „Konkretnych dowodów, które możemy przedstawić policji”.
„Co takiego?”
„Jak substancja, którą planował dziś zażyć”. Plan, który kształtował się w mojej głowie, był ryzykowny, może nawet lekkomyślny. Ale gdy początkowy strach ustąpił miejsca zimnemu, wyrachowanemu gniewowi, wiedziałem, że musimy działać, i to szybko.
„Wracamy” – oznajmiłem, przekręcając kluczyk w stacyjce.
„Co?” Oczy Sary rozszerzyły się w panice. „Mamo, oszalałaś? On cię zabije!”
„Nie, jeśli dotrę do niego pierwsza” – odpowiedziałam, zaskoczona stanowczością w swoim głosie. „Pomyśl ze mną, Sarah. Jeśli uciekniemy teraz bez dowodów, co się stanie? Richard będzie twierdził, że miałam załamanie, że wyciągnęłam cię stąd pod wpływem jakiegoś irracjonalnego impulsu. On nas znajdzie i będziemy jeszcze bardziej bezbronni”. Zawróciłam gwałtownie, kierując się z powrotem w stronę domu. „Potrzebujemy konkretnych dowodów. Substancja, którą planuje dziś użyć, to nasza najlepsza szansa”.
Sarah wpatrywała się we mnie, a na jej twarzy malowała się mieszanka strachu i podziwu. „Ale jak to zrobimy, żeby nie zauważył?”