Baby Shower i ogłoszenie na Uniwersytecie Stanforda
Podczas mojego baby shower mój brat Roger nagle wstał i dumnie oznajmił, że został przyjęty na Stanford. Od tego momentu uwaga skupiła się całkowicie, a moje ciche świętowanie powoli rozpłynęło się w jego improwizowanym przyjęciu z okazji zwycięstwa. Podczas gdy klęczałam na podłodze, w ósmym miesiącu ciąży, zdrapując szron z płytek, cały pokój huczał z ekscytacji na myśl o jego przyszłości, nieświadomy mnie. Nic wtedy nie powiedziałam, ale już następnego ranka mama znalazła coś, co celowo zostawiłam na kuchennym stole, a jej głos przerodził się w krzyk, który rozniósł się echem po całym domu.
Rozdział 1: Porwane świętowanie
Zawsze powtarzają, że baby shower powinno być radosnym, czułym spotkaniem: delikatne pastele rozwieszone po całym pokoju, delikatny śmiech unoszący się w powietrzu, krewni zachwycający się maleńkimi bucikami i ubrankami w rozmiarze dla noworodka. Taką właśnie wizję nosiłam w sobie przez dwa tygodnie, które spędziłam skrupulatnie planując każdy szczegół. Nie było to jakieś przesadzone wydarzenie, tylko ciepłe, znaczące popołudnie, które wydawało się osobiste i intymne. Sama zapłaciłam za jedzenie, zamówiłam prosty, ale elegancki tort, wybrałam najdelikatniejsze, najbardziej urocze dekoracje i wyszorowałam cały salon, żeby pozbyć się uporczywego zapachu tłustego jedzenia na wynos i ciągłego dymu cygarowego mojego taty. Ułożyłam nawet playlistę: ciche, akustyczne piosenki, takie, które, jak sobie wyobrażałam, pewnego dnia ukołyszą moją córkę do snu. W ósmym miesiącu ciąży wdrapałam się na niepewny stołek, żeby rozwieszać papierowe girlandy na oknach, bo nikt nie zgłosił się, żeby mi pomóc. I robiłam to wszystko z kruchą nadzieją, że chociaż ten jeden raz, może, moja rodzina naprawdę będzie się ze mną cieszyć.