„Kiedy dorosnę”, powiedziała pewnie, „chcę być taka jak sędzia Tanner”.
„Sędzia?” zapytałem z uśmiechem. „Dlaczego?”
„Bo słuchał” – powiedziała po prostu. „Słuchał mnie, kiedy nikt inny tego nie robił”.
Moje serce się podniosło.
„I dlatego, że nas uratował” – dodała.
Pocałowałem ją w czoło. „Nie, kochanie. Uratowałaś nas”.
Uśmiechnęła się, dumna i odważna, moja mała słoneczna dziewczynka.
I w tym momencie uświadomiłem sobie coś głębokiego:
Czasami bohaterami nie są dorośli z władzą i tytułami.
Czasami są to siedmioletnie dziewczynki z drżącymi rękami i niezachwianą odwagą.
zobacz więcej na następnej stronie Reklama