Zadzwonił do kolegi mnie ze studiów i powiedziałem:
„Wiesz, za kogo ona wychodzi za męża? Za robotnika budowlanego. Bez pieniędzy. Naprawdę ma problem z użyciem”.
Zaśmiałam się pogardliwie.
Wyobrażałam sobie w tanim garniturze, z twarzą zniszczoną przez lata trudów.
trzeba czekać na ślub, nie po to, żeby mu pogratulować, ale żeby z nim zadrwić.
Gdybym się zmienił, jak bardzo się pomyliłem… i co straciłem.
Tego dnia za które należy uwzględnić projektanta i przyjechałam luksusowym.
W chwili, gdy przeszedłem przez hol, wszystkie oczy się na mnie.
wymagam dumę, natychmiastową arogancję.
Ale potem…
dzielą pana młodego.
Miał sobie prosty beżowy garnitur, nic wyzywającego.
Ale jego twarz… sparaliżowała mnie.
Podeszłam.
Serce zginęło mi, gdy uświadomiłem sobie…
To był Emilio, mój dawny współlokator ze studiów. Mój dzienny powernik.
Emilio stracił nogę w przypadku wystąpienia roku. Był spokojny, zawsze gotowy do pomocy – z pracami domowymi, sprawunkami czy nauką do późna w nocy.
Ale nigdy nie uwzględniłem go za prawdziwego przyjaciela.
Dla mnie był po prostu kiedyś, kto „był”.