„To tylko żebro” – powiedziała moja matka – ale tej nocy w końcu stanęłam w swojej obronie.
Próbowałem wstać, każdy oddech był jak nóż wbijający mi się w żebra. Palcami szukałem telefonu – miałem już dość udawania, że to normalne. Ale zanim zdążyłem zadzwonić pod 911, do pokoju wpadła moja matka, blada – nie z troski, lecz z gniewu. Wyrwała mi telefon z rąk.
„To tylko żebro” – syknęła. „Chcesz przez to zrujnować przyszłość swojej siostry?”
Jej słowa zraniły mnie mocniej niż ból w piersi. W drzwiach pojawił się mój ojciec, skrzyżowawszy ramiona i z obrzydzeniem wypisanym na twarzy.
„Przestań dramatyzować, Lena ” – powiedział beznamiętnie. „Zawsze wszystko pogarszasz”.
Wpatrywałam się w nich – w ludzi, którzy mieli mnie chronić – i uświadomiłam sobie, że nigdy nie byłam bezpieczna w tym domu. Każdy siniak, każda wykrzyczana obelga, każda chwila, w której mówiono mi, żebym „zachowała się jak prawdziwa dama”, prowadziły do tego.
Coś we mnie pękło mocniej niż moje żebra.