W dniu mojego ślubu, gdy właśnie miałam złożyć przysięgę małżeńską, moja pokojówka
Dotarłszy do wyjścia, zatrzymałem się i odwróciłem po raz ostatni. „Karen, Colton” – powiedziałem, zwracając się do nich obojga – „mam nadzieję, że znajdziecie to, czego szukacie, ale nie ze mną. Zasługuję na coś lepszego – i to znajdę”.
Z tymi słowami wyszłam na świeże powietrze, promienie słońca grzały mi twarz. To było symboliczne, jak świt nowego dnia. Wzięłam głęboki oddech, wciągając zapach wolności i możliwości.
Podróż, która mnie czekała, była niepewna, ale to ja musiałem ją poprowadzić. Dostałem dar – szansę, by napisać swoją historię na nowo, zbudować życie oparte na prawdzie i autentyczności. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i że pojawią się chwile zwątpienia i strachu, ale byłem gotowy stawić im czoła.