Emily i ja wróciliśmy do domu do innej wersji życia. Przeprowadziliśmy się do lepszego miejsca, dalej od miasta, bliżej ciszy. Koniec z brzęczącymi telefonami, koniec z dzielonymi płatnościami, tylko my. Dostałem nową kartę kredytową, zostawiłem współpodpisującego za sobą. Po raz pierwszy od 6 lat zmieniłem nawet hasło do konta bankowego. Koniec z niespodziewanymi wypłatami. Koniec z manipulacjami.
Nie rozmawiamy już o ślubie. Nie musimy. To tylko dziwny trzask w historii, która już do nas nie należy. Czasem wieczorem siedzimy na naszym nowym ganku z winem i obserwujemy, jak psy sąsiadów gonią ćmy pod lampą. Rozmawiamy o prawdziwych rzeczach – książkach, podróżach, pomysłach, biznesie, który planuje Emily. O prawdziwych rzeczach. O tym starym życiu. Już nawet nie wydaje się moje. To coś, co obserwowałem. Coś, na czym zamknąłem książkę.
Czasami ognia nie trzeba gasić. Czasami po prostu pozwalasz mu się wypalić i odejść, w końcu czując ciepło.