W Święto Dziękczynienia moja rodzina nazwała mnie haniebną samotną matką. Tata uderzył pięścią w stół i krzyknął: „Wynoś się!”. Nie protestowałam. Powiedziałam tylko: „Dobra” i odeszłam w milczeniu. Nie wiedzieli, że każda karta kredytowa, każdy kredyt hipoteczny, każdy luksus, którym się chwalili, był finansowany przez moją firmę wartą 94 miliony dolarów. Następnego ranka zamroziłam wszystkie ich konta, spakowałam walizki i poleciałam do mojego domu na plaży w Honolulu – gdzie spokój w końcu smakował lepiej niż przebaczenie.