Michael poczuł, jak wściekłość podchodzi mu do gardła. „Powinieneś był mi powiedzieć”.
„Nie mogłam cię narażać” – krzyknęła. „Tydzień później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek dowiesz się o bliźniakach, wykorzysta je, żeby cię skrzywdzić. Więc uciekłam. Uciekłam najdalej, jak mogłam, bez pieniędzy, bez pomocy… i od tego momentu wszystko poszło w dół”.
Dzieci patrzyły na siebie zdezorientowane. Michael delikatnie otarł łzę z policzka dziewczynki. Nie odsunęła się.
„Anno, byłaś sama przez cały ten czas? Spałaś na ulicy?” – zapytał, czując, jak zaciska mu się gardło.
Skinęła głową. „Trudno było utrzymać pracę. Przenosiłam się z jednego schroniska do drugiego… Miałam nadzieję, że sytuacja się ustabilizuje. Ale nigdy tak się nie stało”.
Michael wstał, zaciskając szczękę. „To się dzisiaj kończy. Ty i dzieci idziecie ze mną. Nie obchodzi mnie, co groził twój ojczym. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek cię znowu skrzywdził”.
Anna gwałtownie pokręciła głową. „Nie rozumiesz – jeśli dowie się, że jesteśmy z tobą, nie przestanie”.
Michael wziął ją za drżące dłonie. „To niech spróbuje. Trzymał twoje życie w garści przez pięć lat. To koniec”.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, na rogu ulicy pojawił się cień — szeroki w ramionach, znajomy… obserwujący.
Twarz Anny pobladła.
„Michael…” wyszeptała.
„To on.”
Instynkt Michaela natychmiast się rozpalił. Pociągnął Annę i dzieci za sobą, osłaniając je, gdy mężczyzna wszedł na scenę.
Richard Hale.
Ojczym Anny. Mężczyzna, z którym Michael kiedyś uścisnął dłoń, nie poznając potwora kryjącego się za uprzejmą fasadą.
Richard uśmiechnął się złośliwie. „No, no. Czyż to nie urocze, małe spotkanie?”
Anna się cofnęła. Dzieci kurczowo trzymały się jej nóg.
Głos Michaela spłynął do chłodnego, opanowanego tonu. „Trzymaj się od nich z daleka”.
Richard zaśmiał się cicho. „Spokojnie. Nie jestem tu po to, żeby sprawiać kłopoty. Jestem tu tylko po to, żeby odebrać to, co moje”.
Pięści Michaela zacisnęły się. „To nie są twoje.”
„Och, ale są” – powiedział Richard, patrząc na Annę. „Zawarła umowę”.
Głos Anny zadrżał. „Na nic się nie zgodziłam. Zmusiłeś mnie”.
Richard wzruszył ramionami. „Semantyka”.
Zrobił krok do przodu, a Michael natychmiast ruszył, żeby go zablokować.
„Dotknij ich” – warknął Michael – „a przysięgam, że dopilnuję, żebyś nigdy się do nich nie zbliżył”.
Uśmiech Richarda zgasł. „Uważaj, Carter. Musisz dbać o swoją reputację. Myślisz, że ktokolwiek uwierzy bezdomnej kobiecie i dwójce dzieciaków z ulicy, a nie szanowanemu biznesmenowi?”
Michael nawet nie drgnął. „Spróbuj.”