Przez chwilę obaj mężczyźni mierzyli się wzrokiem, napięcie było tak gęste, że wszyscy wokół mogli się udusić. Potem Richard pochylił się lekko i wyszeptał:
„Nie masz pojęcia, ile mnie ona kosztowała.”
Michael zacisnął szczękę. „Nie obchodzi mnie to. Odejdź.”
Richard spojrzał na dzieci – przestraszone, ale stojące za Michaelem, jakby po raz pierwszy w życiu poczuły się bezpiecznie. Coś w wyrazie twarzy Richarda drgnęło, coś mrocznego i sfrustrowanego.
Cofnął się o krok.
„To jeszcze nie koniec” – syknął.
Następnie odwrócił się i zniknął w tłumie.
Anna osunęła się na krawężnik, trzęsąc się. Michael przykucnął obok niej i objął ją, podczas gdy dzieci przytuliły się do siebie.
„W porządku” – wyszeptał. „Już go nie ma. I już się do ciebie nie zbliży. Wezwę prawników. Ochroniarzy. Cokolwiek będzie trzeba”.
Anna płakała mu w ramię. „Myślałam, że zrujnowałam ci życie”.
Michael pokręcił głową. „Dałeś mi dwie najwspanialsze rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia”.
Chłopiec pociągnął go za rękaw. „Czy ty naprawdę… jesteś naszym tatą?”
Michael uśmiechnął się przez łzy. „Tak, kolego. Jestem.”
I na tej pełnej bałaganu, chaotycznej ulicy, po raz pierwszy od lat… jego życie wydawało się pełne.