To zawsze sprawiało, że czułam się ważna w sposób, w jaki nikt inny tego nie potrafił.
Pomagałam mu sadzić i zbierać warzywa, a czasem łowiliśmy ryby w stawie na skraju posesji, siedząc w milczeniu przez godziny, które nigdy nie wydawały się ciężkie.
Gdy dorastałam, zaczęłam sama przyjeżdżać na farmę. Nalał nam kawy i siadaliśmy na werandzie, patrząc, jak wiatr przemyka przez pola, słuchając świerszczy, które brzęczały jak letni chór. Opowiadał proste historie o życiu.
Czasem były trudne, czasem zabawne, ale nigdy zbyt głębokie.
Mój dziadek miał sposób patrzenia na świat, jakby był czymś, co należy szanować, a nie wyjaśniać.