Żona milczała przez rok, goszcząc w swoim domu krewnych męża, aż pewnego wieczoru w końcu pokazała tym odważnym członkom rodziny, gdzie ich miejsce. – Page 3 – Beste recepten
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT
ADVERTISEMENT

Żona milczała przez rok, goszcząc w swoim domu krewnych męża, aż pewnego wieczoru w końcu pokazała tym odważnym członkom rodziny, gdzie ich miejsce.

Irina wzdrygnęła się – grzebali w jej prywatnym albumie, który trzymała na stoliku nocnym. Zawierał jej najcenniejsze wspomnienia: zdjęcia rodziców, pierwsze spotkanie z Viktorem, ich ślub.

„Irina!” – donośny głos Tamary Pawłownej przywrócił ją do rzeczywistości. „Co to za sałatka, którą podałaś? Czemu majonez jest taki kwaśny? Oszczędzasz na zakupach?”

„Majonez jest świeży, Tamaro Pawłowno” – odpowiedziała cicho Irina, czując, że głos jej drży. „Kupiłam go dziś rano”.

„Nie przejmuj się nią, mamo” – wtrąciła Olga. „Zrobię swoją specjalną sałatkę. Wiem, jak ją dobrze przyrządzić”.

Irina odsunęła się do okna, próbując powstrzymać napływające łzy. Przez ostatni rok stała się cieniem we własnym domu. Nikogo nie obchodziło jej zdanie, jej rzeczy były przenoszone i niszczone, jej przestrzeń naruszana bez najmniejszego wahania.

„Witia” – dobiegł głos teściowej z kuchni – „czemu Irina chodzi taka ponura? Czy ona jest chora? Synowa mojej sąsiadki była wiecznie marudna, a okazało się, że ma nadciśnienie…”

„Mamo, przestań” – Viktor odezwał się po raz pierwszy tego wieczoru, choć w jego głosie słychać było niepewność.

„Co powiedziałam źle?” – prychnęła Tamara Pawłowna. „Po prostu się o nią martwię! Patrz, nawet jej barszcz… To jak ścieki, serio!”

Siostrzeńce zachichotały, a Olga głośno prychnęła.

„Tak, Irina nigdy nie umiała gotować” – powiedziała. „Pamiętasz, Witia, jak przesoliła ciasto na twoje urodziny?”

To nie była prawda. Ciasto wszyscy chwalili, a sałatka Olgi była przesolona, ​​ale to nie miało teraz znaczenia. Irina poczuła, jak coś w niej pęka.

„Zawsze mówiłam” – kontynuowała Tamara Pawłowna – „że jest okropną gospodynią. Za moich czasów…”

A potem wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Irina nagle się obróciła, wyprostowała i powiedziała głośno:

“Wystarczająco.”

W pokoju zapadła oszołomiona cisza. Wszyscy zamarli, wpatrując się w zazwyczaj milczącą gospodynię domu. Nawet siostrzenice przestały chichotać.

„Co powiedziałaś?” Tamara Pawłowna otrząsnęła się pierwsza.

„Powiedziałam – dość” – głos Iriny zabrzmiał niespodziewanie stanowczo. „Dość upokorzeń we własnym domu. Dość krytyki, kpin i wtrącania się w moje życie”.

„Irka, co się z tobą dzieje…” zaczęła Olga, ale Irina jej przerwała.

„Nie, teraz posłuchaj mnie. Cały rok to znosiłam. Znosiłam to, że przychodziłaś bez zaproszenia, krytykowałaś każdy mój krok, a twoje dzieci…” – spojrzała na siostrzenice – „zmieniałaś mój dom w główny trakt. Milczałam, kiedy przenosiłaś moje meble, niszczyłaś moje rzeczy, grzebałaś w moich osobistych albumach…”

Viktor powoli podniósł się z siedzenia, patrząc na żonę tak, jakby widział ją po raz pierwszy.

„Wiesz, co boli najbardziej?” – kontynuowała Irina. „Nie chodzi o twoją niegrzeczność. Chodzi o to, że nawet nie zauważasz, jak bardzo ranisz innych. Dla ciebie to wszystko normalne. Ale od dziś – koniec. To mój dom. MÓJ. I tutaj będą obowiązywać moje zasady”.

„Jak śmiecie…” Tamara Pawłowna krzyknęła z oburzeniem.

„Ośmielę się, Tamaro Pawłowno. Tak, ośmielę się. Chcesz odwiedzić? Dobrze. Ale – na zaproszenie. Chcesz się porozumieć? Chodźmy. Ale z szacunkiem. Jeśli nie – tam są drzwi”. Irina wskazała na wyjście.

„Witia!” krzyknęła Tamara Pawłowna, chwytając się za pierś. „Słyszysz, co mówi twoja żona? To… to bunt!”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Als je wilt doorgaan, klik op de knop onder de advertentie ⤵️

Advertentie
ADVERTISEMENT

Laisser un commentaire