To nie była nachalna sprzedaż, jakiej się spodziewałem. Zamiast tego dr Chen wyjaśniał potencjalne problemy.
„Nasza początkowa oferta w wysokości sześćdziesięciu pięciu milionów dolarów opiera się na aktualnych cenach rynkowych i szacunkach kosztów wydobycia. Kwoty te mogą jednak ulec znacznej zmianie ze względu na czynniki, na które nie mamy wpływu – przepisy środowiskowe, wahania rynkowe, trudności w wydobyciu lub zmiany popytu na minerały ziem rzadkich”.
Robert pochylił się do przodu.
„Czy próbujesz nas odwieść od sprzedaży Tobie?”
Doktor Chen się uśmiechnął.
„Właściwie staramy się upewnić, że dokładnie rozumiesz, na co się zgadzasz. Mountain View w przeszłości było oszukiwane przez właścicieli nieruchomości, którzy mieli nierealistyczne oczekiwania co do działalności górniczej. Uważamy, że szczera komunikacja na początku zapobiega kosztownym sporom prawnym w przyszłości”.
Podała mi dokument, który był o wiele grubszy, niż się spodziewałem.
„To nasza kompletna oferta, zawierająca wszystkie warunki. Zdecydowanie zalecam, aby zapoznali się z nią prawnicy specjalizujący się w prawie dotyczącym praw do kopalin, a nie tylko prawnicy prowadzący ogólną praktykę.”
Spędziłem następną godzinę zadając pytania, które pan Mitchell pomógł mi przygotować. Dr Chen odpowiadał na każde z nich wyczerpująco, nie wydając się niecierpliwy ani protekcjonalny.
„Pani Hartwell” – powiedziała w końcu – „czy mogę zapytać, dlaczego rozważa pani bezpośrednią sprzedaż praw, zamiast negocjować umowę dzierżawy z płatnościami tantiem?”
To było dobre pytanie – takie, które Robert i ja szczegółowo omawialiśmy.
„Mój ojciec przez piętnaście lat zarządzał umową dzierżawy” – powiedziałem. „Zapewniało to stały dochód, ale wymagało też ciągłej uwagi i wiedzy, której nie jestem pewien, czy będę w stanie zapewnić w dłuższej perspektywie”.
„To słuszna uwaga” – przyznał dr Chen. „Zarządzanie umowami najmu może być skomplikowane, ale chcę się upewnić, że rozważyłeś wszystkie opcje”.
Wyciągnęła kolejny dokument – szczegółową analizę różnych struktur finansowych naszej umowy.
„Zakup bezpośredni daje natychmiastową gotówkę, ale nie zapewnia stałego dochodu. Leasing z tantiemami zapewnia mniejszy wkład początkowy, ale potencjalnie znacznie wyższy całkowity zwrot w dłuższej perspektywie. Istnieje również opcja hybrydowa – częściowy zakup z obniżonymi tantiemami – która zapewnia znaczną natychmiastową gotówkę i długoterminowe bezpieczeństwo dochodów”.
Spojrzałem na Roberta, który wzruszył ramionami.
„To twoja decyzja, Alice. Tata zostawił ci to nie bez powodu.”
Tego wieczoru, po wyjeździe zespołu z Mountain View, Robert i ja siedzieliśmy w kuchni, omawiając różne oferty.
„Opcja hybrydowa wydaje mi się najbardziej sensowna” – powiedział Robert. „Czterdzieści milionów dolarów z góry, plus tantiemy, które mogą wynieść kolejne trzydzieści do pięćdziesięciu milionów dolarów w ciągu dwudziestu pięciu lat”.
„Ale co, jeśli rynek minerałów ziem rzadkich się załamie? Co, jeśli przepisy ochrony środowiska zamkną działalność? Co, jeśli Mountain View zbankrutuje?”
„A co, jeśli uderzy w ciebie piorun?” – odparł Robert. „Alice, nie możesz podejmować decyzji w oparciu o każdą możliwą katastrofę. Czasami trzeba wierzyć, że wszystko się ułoży”.
To była dobra rada, ale po dwóch dniach rozważań nie byłem gotowy podjąć decyzji wartej siedemdziesiąt milionów dolarów.
„Potrzebuję więcej czasu” – powiedziałem.
„Ile jeszcze czasu?”
„Dr Chen powiedział, że podjęcie decyzji może zająć mi nawet sześćdziesiąt dni. Chcę wykorzystać przynajmniej część tego czasu, żeby naprawdę zrozumieć, między czym dokonuję wyboru”.
Robert skinął głową.
„To mądre. Ale Alice, skoro już o tym myślisz, jest jeszcze coś, o czym musimy porozmawiać”.
Wyciągnął teczkę, której wcześniej nie widziałem.
„Badałem przeszłość Torresa, próbując zrozumieć, jak dałem się nabrać na niego tak bardzo”.
Głos Roberta był cichy, niemal zawstydzony.
„Odkryłem, że Torres nie celował we mnie przypadkowo. On bada rodziny, w których rodzice są w podeszłym wieku i posiadają wartościowy majątek”.
Podał mi wycinek z gazety o miasteczku w Ohio.
„Ta rodzina prowadziła firmę transportową wartą około trzech milionów dolarów. Kiedy ojciec zachorował, Torres zwrócił się do syna z usługami doradczymi i pomysłami na ekspansję. W ciągu osiemnastu miesięcy firma zbankrutowała, a rodzina straciła wszystko”.
Przeczytałem artykuł, czując mdłości. Schemat był identyczny z tym, co o mało co nam się nie przydarzyło.
„Torres atakuje rodziny w czasach kryzysu, ponieważ to właśnie wtedy ludzie są najbardziej podatni na manipulację” – kontynuował Robert. „Szczególnie interesuje się sytuacjami, w których dorosłe dzieci podejmują decyzje dotyczące dziedziczenia, zmagając się jednocześnie ze smutkiem i stresem”.
„Ile rodzin zniszczył?”
„Przynajmniej siedem, które udało mi się udokumentować. Prawdopodobnie więcej, które nigdy nie zostały zgłoszone”.
Robert spojrzał mi w oczy.
„Alice, musisz wiedzieć – gdyby tata nie sporządził testamentu w ten sposób, Torres dostałby wszystko. Nie tylko firmę budowlaną, ale także informacje o prawach do minerałów”.
Pełna skala tego, czemu zapobiegł tata, uderzyła mnie jak fizyczny cios.
„Tata nie tylko mnie chronił” – powiedziałem powoli. „Ochraniał nas oboje”.
„Tak” – zgodził się Robert. „A teraz naszym zadaniem jest dopilnować, żeby jego ochrona nie poszła na marne”.
Po trzech tygodniach od rozpoczęcia sześćdziesięciodniowego okresu decyzyjnego odebrałem telefon, który wszystko zmienił.
„Pani Hartwell, to jest Jennifer Torres.”
Krew mi zamarła.
„Czy jest pan spokrewniony z Vincentem Torresem?”
„Niestety, tak. Vincent jest moim byłym mężem.”
W jej głosie słychać było mieszaninę wyczerpania i determinacji.
„Dzwonię, ponieważ mam informacje na temat twojej sytuacji, które moim zdaniem powinieneś usłyszeć”.
Wbrew radom Roberta, zgodziłem się spotkać z Jennifer w kawiarni w sąsiednim mieście. Nie była taka, jakiej się spodziewałem – zmęczona kobieta po czterdziestce, z inteligentnymi oczami i zrogowaciałymi dłońmi, które sugerowały, że pracuje zawodowo.
„Vincent dzwoni do mnie z więzienia” – zaczęła bez wstępu. „Jest wściekły z powodu aresztowania i ciągle narzeka na twoją rodzinę i pieniądze z górnictwa”.
„Co powiedział?”
Jennifer wyciągnęła notatnik.
„Powiedział mi, że twoje prawa do minerałów są warte znacznie więcej niż oferuje Mountain View. Twierdzi, że ma poufne informacje o cenach minerałów ziem rzadkich, które sugerują, że możesz dostać dwa razy więcej niż proponują”.
Poczułem dreszcz niepokoju.
„Skąd on to wie?”
„Właśnie przed tym chciałam cię ostrzec” – powiedziała Jennifer. „Vincent nie ma poufnych informacji o cenach minerałów. Ma zwyczaj wmawiania ludziom, że ich aktywa są warte więcej niż w rzeczywistości, a potem kreowania się na eksperta, który może im wynegocjować lepszą cenę”.
Otworzyła notatnik i zobaczyła stronę zapisaną jej odręcznym pismem.
„Po tym, jak Vincent się z tobą skontaktował, zaczął dzwonić do innych firm górniczych, które mogłyby być zainteresowane twoją ziemią. Planował skontaktować się z tobą ponownie i twierdzić, że odkrył wojnę licytacyjną o twoje prawa do złóż mineralnych”.
„Ale on jest w więzieniu”.
„Vincent ma wspólników, którzy jeszcze nie siedzą w więzieniu” – powiedziała ponuro Jennifer. „Mówię ci to, bo Vincent piętnaście lat temu zniszczył rodzinny biznes, stosując dokładnie tę samą taktykę. Przekonał mojego ojca, że jego firma produkcyjna jest warta o wiele więcej niż oferty, które otrzymywał – a potem pomógł wynegocjować umowę, która zostawiła moją rodzinę z niczym”.
Jennifer wyciągnęła fotografię – przedstawiała mężczyznę w średnim wieku stojącego przed fabryką.
„Mój ojciec spędził czterdzieści lat na budowaniu tej firmy. Kiedy Vincent z nim skończył, tata stracił wszystko i zmarł na zawał serca sześć miesięcy później”.
Jej głos był pewny, ale ręce jej się trzęsły.
„Nie chcę, żeby to samo przydarzyło się innej rodzinie”.
„Dlaczego mi pomagasz? To przeze mnie twój były mąż trafił do więzienia”.
Jennifer uśmiechnęła się ponuro.
„Vincent od lat trafiał do więzienia i wychodził z niego. Różnica polega na tym, że tym razem zarzuty mogą się utrzymać. Twoja współpraca z FBI dostarczyła im dowodów, które próbują zebrać od dwóch lat”.
Podała mi wizytówkę.
„To numer do agenta Parka. Współpracownicy Vincenta nie wiedzą, że współpracowałem ze śledztwem FBI. Jeśli ktoś zwróci się do ciebie, twierdząc, że reprezentuje alternatywne interesy górnicze lub oferując maksymalizację wartości twoich praw do złóż mineralnych, natychmiast zadzwoń do agenta Parka”.
„Skąd będę wiedzieć, czy ktoś współpracuje z Torresem?”
„Powiedzą ci, że Mountain View cię oszukuje. Będą twierdzić, że mają powiązania z chińskimi lub europejskimi firmami górniczymi, które płacą wyższe ceny. Zaproponują, że będą cię reprezentować za niewielki procent od wzrostu wartości”. W głosie Jennifer słychać było gorycz doświadczenia. „Będą bardzo czarujący, bardzo przekonujący i bardzo troszczą się o twój dobrobyt finansowy”.
Tego wieczoru zadzwoniłem do dr. Chena z Mountain View Mining.
„Dr Chen, mam hipotetyczne pytanie. Gdyby ktoś mi powiedział, że chińskie firmy górnicze zazwyczaj płacą wyższe ceny za prawa do minerałów ziem rzadkich niż firmy amerykańskie, czy byłoby to prawdą?”
Zapadła cisza.
„Pani Hartwell, czy ktoś zwrócił się do pani z takim roszczeniem?”
„To hipotetyczne.”
„Cóż, hipotetycznie rzecz biorąc, to twierdzenie byłoby fałszywe. Chińskie firmy górnicze są generalnie bardziej zainteresowane zakupem wydobytych surowców niż nabywaniem zagranicznych praw do minerałów. Większość transakcji międzynarodowych wiąże się ze znacznie większą złożonością przepisów i znacznie wyższymi kosztami prawnymi”.
W głosie doktora Chena słychać było nutę zaniepokojenia.
„Czy mogę zapytać, dlaczego pytasz?”
Wyjaśniłem ostrzeżenie Jennifer, nie wymieniając nazwiska Torres.
„Pani Hartwell, chcę, aby Pani wiedziała, że nasza oferta opiera się na standardowych kalkulacjach branżowych i aktualnych warunkach rynkowych. Jeśli otrzyma Pani konkurencyjne oferty, zachęcam do ich weryfikacji przez niezależnych prawników specjalizujących się w prawach do minerałów. Proszę jednak zachować szczególną ostrożność wobec osób, które zwrócą się do Pani z obietnicą drastycznie wyższych płatności”.
“Dlaczego?”
„Ponieważ legalne firmy górnicze tak nie działają. Nie wysyłamy przedstawicieli do domów ludzi, żeby składać im niespodziewane oferty, i nie obiecujemy zysków znacznie powyżej stawek rynkowych”. Dr Chen zrobił pauzę. „Oszukańcze programy dotyczące praw do kopalin są niestety powszechne. FBI prowadzi kilka śledztw w sprawie przestępców, którzy obierają za cel właścicieli nieruchomości z cennymi złożami mineralnymi”.
Po rozłączeniu się zdałem sobie sprawę, że ochrona taty nie skończyła się wraz z jego śmiercią. Zostawiając mi prawa do minerałów zamiast Robertowi, dał mi coś, czego Torres nie mógł zmanipulować ani ukraść – ale tylko pod warunkiem, że będę wystarczająco sprytny, by nie stać się chciwym.
Dwa dni później zadzwonił do mnie mężczyzna o nazwisku David Woo i powiedział, że jego Międzynarodowe Konsorcjum Górnicze może zaoferować mi dziewięćdziesiąt milionów dolarów za moje prawa do minerałów, przy minimalnej formalności i natychmiastowej płatności. Rozłączyłem się i zadzwoniłem do Agenta Parka.
„Pan Woo jest siostrzeńcem Vincenta Torresa” – powiedział mi agent Park. „Dziękuję, że zadzwonił pan zamiast się z nim spotkać. Właśnie pomógł nam pan dodać kolejny zarzut do aktu oskarżenia Torresa”.
Tego wieczoru Robert i ja podjęliśmy decyzję w sprawie oferty Mountain View.
„Opcja hybrydowa” – powiedziałem. „Czterdzieści milionów z góry plus tantiemy”.
„Jesteś pewien?”
„Jestem pewien, że tata nie trzymał dla mnie tych pieniędzy, żebym mógł je stracić w rękach przestępców” – odpowiedziałem. „I jestem pewien, że to chciwość wpędza ludzi w kłopoty z ludźmi takimi jak Torres”.
Robert się uśmiechnął.
„Tata byłby z ciebie dumny.”
„Tata byłby z nas dumny” – poprawiłam. „W końcu zachowujemy się jak rodzina”.
Uroczystość podpisania umowy z Mountain View Mining zaplanowano na piątkowy poranek w sali konferencyjnej pana Mitchella. Poprzednią noc spędziłem na ostatnim czytaniu czterdziestostronicowej umowy, upewniając się, że rozumiem każdy jej zapis i warunek. Ale kiedy dotarłem do kancelarii, zastałem Roberta czekającego na parkingu z ponurą miną.
„Alice, mamy problem” – powiedział. „Torres uciekł wczoraj wieczorem z więzienia okręgowego”.
Krew mi zamarła.
„Jak to możliwe?”
„Najwyraźniej ktoś z zewnątrz mu pomógł. FBI uważa, że to był jego siostrzeniec, David Woo, ale jeszcze żadnego z nich nie odnaleźli”. Głos Roberta był napięty z niepokoju. „Agent Park dzwonił do mnie godzinę temu. Zalecają, żebyśmy przełożyli podpisanie umowy do czasu schwytania Torresa”.
„Jak długo?”
„Oni nie wiedzą. Mogą to być dni, mogą to być tygodnie.”
Wpatrywałem się w budynek kancelarii, myśląc o wszystkim, przez co przeszliśmy, żeby dotrzeć do tego momentu. Śmierć taty, odczytanie testamentu, groźby Torresa, ostrożne negocjacje z Mountain View – wszystko to doprowadziło do dzisiejszego poranka.
„Nie” – powiedziałem w końcu.
„Nie, co?”
„Nie będziemy tego odkładać. Torres terroryzował naszą rodzinę wystarczająco długo. Nie pozwolę mu dalej kontrolować naszych decyzji, nawet gdy ucieka przed policją”.
Robert wyglądał niepewnie.
„Alice, agent Park uważa, że Torres może spróbować czegoś desperackiego. Grożą mu zarzuty federalne, za które grozi mu dwadzieścia lat więzienia. Nie ma już nic do stracenia”.
„Właśnie dlatego kończymy to dzisiaj” – powiedziałem stanowczo. „Kiedy kontrakt zostanie podpisany, a pieniądze przelane, Torres nie będzie miał powodu, żeby nas ścigać. Nie będzie miał już nic do ukradzenia”.
W kancelarii prawniczej dr Chen i jej zespół czekali z szampanem i gratulacjami. Kiedy wyjaśniłem sytuację z Torres, jej wyraz twarzy stał się poważny.
„Pani Hartwell, jeśli czuje się pani niepewnie, z pewnością możemy przełożyć ten podpis. Pani bezpieczeństwo jest ważniejsze niż nasz harmonogram”.
„Doceniam to, ale chcę iść naprzód” – powiedziałem. „Im szybciej ta umowa zostanie sfinalizowana, tym szybciej Torres przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie w moim życiu”.
Proces podpisywania trwał dwie godziny. Każda strona wymagała moich inicjałów. Każda klauzula wymagała ostatecznego potwierdzenia. Każda liczba musiała zostać zweryfikowana z naszymi wcześniejszymi negocjacjami. W końcu dr Chen podał mi długopis do złożenia ostatniego podpisu.
„Gratulacje, panno Hartwell” – powiedziała, gdy się podpisywałem. „Jest pani teraz o czterdzieści milionów dolarów bogatsza – a tantiemy zaczną się pobierać, gdy tylko rozpoczniemy wydobycie”.
Gdy zespół z Mountain View pakował dokumenty, sekretarka pana Mitchella zapukała do drzwi sali konferencyjnej.
„Panie Mitchell, jest tu niejaki Vincent Torres, który domaga się spotkania z panią Hartwell. Mówi, że to pilna sprawa dotycząca jej praw do minerałów”.
W pokoju zapadła cisza. Doktor Chen wyglądał na zdezorientowanego. Robert był przerażony. Pan Mitchell natychmiast sięgnął po telefon, żeby zadzwonić na policję.
„Nie dzwoń do nikogo” – powiedziałem cicho. „Wpuść go”.
„Alice, absolutnie nie” – zaprotestował Robert. „On jest zdesperowany i potencjalnie niebezpieczny”.
„Dlatego chcę to zakończyć twarzą w twarz” – odpowiedziałem. „Mam już dość strachu przed Vincentem Torresem”.
Wbrew wszystkim radom, kazałem sekretarce wprowadzić Torresa do sali konferencyjnej. Wyglądał okropnie – nieogolony, w pomiętych ubraniach i z dzikim wyrazem twarzy kogoś, kto nie spał od kilku dni. Ale kiedy przemówił, jego głos wciąż był gładki i pewny siebie.
„Panno Hartwell, cieszę się, że złapałem panią, zanim popełniła pani okropny błąd” – powiedział, zerkając lekceważąco na zespół z Mountain View. „Mam informacje o pani prawach do złóż mineralnych, które mogłyby pani zaoszczędzić miliony dolarów”.
„Naprawdę?” zapytałem spokojnie. „Jakie to informacje?”
Torres wyciągnął folder, który wyglądał podejrzanie oficjalnie.
„Kontaktowałem się z europejskimi firmami górniczymi specjalizującymi się w wydobyciu pierwiastków ziem rzadkich. Są gotowe zaoferować ci siedemdziesiąt pięć milionów dolarów za prawa do minerałów – o trzydzieści pięć milionów więcej niż oferuje ta amerykańska firma”.
Doktor Chen zaczęła mówić, ale podniosłem rękę, żeby ją powstrzymać.
„To brzmi bardzo imponująco, panie Torres” – powiedziałem. „Czy mogę zobaczyć dokumenty oferty?”
Torres zawahał się tylko na moment — na tyle długo, że zdążyłem zorientować się, iż w jego teczce znajdują się puste papiery lub kserokopie formularzy, które tak naprawdę nie były legalnymi ofertami.
„Zespół prawny wciąż przygotowuje dokumenty” – powiedział. „Mogę jednak zagwarantować, że jeśli poczekasz dwadzieścia cztery godziny przed podpisaniem umowy z Mountain View, otrzymasz wiele konkurencyjnych ofert, które znacząco zwiększą wysokość Twojej ostatecznej płatności”.
„Panie Torres” – powiedziałem, wstając od stołu konferencyjnego – „mam pewne informacje, które mogą pana zainteresować”.
Podałem mu podpisany kontrakt z Mountain View.
„Właśnie sprzedałem moje prawa do minerałów Mountain View Mining za ponad czterdzieści milionów dolarów. Umowa sfinalizowana, pieniądze przelane i nie ma już nic, co mógłbyś ukraść mojej rodzinie”.
Torres wpatrywał się w kontrakt, a na jego twarzy malowały się: niedowierzanie, wściekłość, a w końcu desperacja.
„Nie masz pojęcia, co właśnie zrobiłeś” – warknął. „Ta europejska firma miała ci zapłacić siedemdziesiąt pięć milionów. Właśnie straciłeś trzydzieści pięć milionów, bo byłeś zbyt głupi, żeby poczekać jeden dzień”.
„Albo” – powiedziałem spokojnie – „po prostu uniemożliwiłem ci oszukanie mnie na czterdzieści milionów fałszywą ofertą od firmy, która nie istnieje”.
Pewna siebie fasada Torresa w końcu pękła całkowicie.
„To jeszcze nie koniec” – powiedział, a jego głos drżał z wściekłości. „Twoja rodzina zniszczyła mi życie i zamierzam…”
Nie dokończył groźby. Agent Park i dwóch innych agentów FBI weszli do sali konferencyjnej i aresztowali Torresa po raz drugi w ciągu trzech tygodni. Kiedy wyprowadzali go w kajdankach, Torres spojrzał na mnie z czystą nienawiścią.
„Myślisz, że wygrałeś? Nie masz pojęcia, w co się pakujesz z tymi pieniędzmi z górnictwa. To cię zrujnuje – tak jak zrujnowało wszystkich innych, którzy myśleli, że są mądrzejsi ode mnie”.
Po wyjściu Torresa w sali konferencyjnej na dłuższą chwilę zapadła cisza.
„Pani Hartwell” – powiedział w końcu dr Chen – „muszę zapytać: skąd wiedziała pani, że jego europejska oferta była fałszywa?”
Uśmiechnąłem się.
„Bo legalne firmy górnicze nie wysyłają zbiegłych skazańców w celu negocjacji milionowych kontraktów”.
Sześć miesięcy później stałem na podwórku domu, obserwując ekipy budowlane montujące panele słoneczne na dachu stodoły. Poranne słońce rzucało długie cienie na ogród, w którym mama uczyła mnie uprawiać warzywa, i po raz pierwszy od śmierci taty przyszłość wydawała się pełna możliwości, a nie problemów.
Pierwszy czek z tantiem z Mountain View dotarł tydzień wcześniej – dwieście tysięcy dolarów za pierwsze sześć miesięcy działalności wydobywczej. Dr Chen zadzwonił, żeby powiedzieć mi, że złoża mineralne są jeszcze bogatsze, niż wskazywały pierwotne badania, co oznaczało, że przyszłe tantiemy prawdopodobnie będą wyższe niż przewidywano.
Ale to nie pieniądze sprawiły, że poczułem się bogaty. To był telefon, który odebrałem rano od Agent Park.
„Vincent Torres został skazany wczoraj” – powiedział mi. „Dwadzieścia dwa lata więzienia federalnego za oszustwo, spisek i pranie brudnych pieniędzy w kilku stanach. Jego bratanek, David Woo, dostał piętnaście lat. Dzięki twojej współpracy udało nam się zbudować sprawę, która ostatecznie doprowadziła do ich skazania na zawsze”.
Dwadzieścia dwa lata. Torres miałby prawie osiemdziesiąt lat, kiedy wyszedł na wolność, zakładając, że dożyje tego czasu.
„Agencie Park” – zapytałem – „co stało się z innymi rodzinami, które oszukał Torres – tymi, które straciły swoje firmy?”
„To najlepsza wiadomość” – odpowiedział. „Torres został zobowiązany do wypłaty pełnego odszkodowania wszystkim swoim ofiarom. Sąd likwiduje jego pozostały majątek i rozdziela go między rodziny, które zniszczył. To ich nie naprawi, ale zawsze coś”.
Po rozłączeniu się siedziałem w gabinecie taty, rozmyślając o liście, który do mnie napisał – o zrozumieniu różnicy między pragnieniem czegoś a potrzebą czegoś. Pragnąłem zemsty na Torresie, sprawiedliwości za to, co próbował zrobić naszej rodzinie, i dowodu, że jestem wystarczająco silny, by chronić to, co ważne. Potrzebowałem bezpieczeństwa, spokoju ducha i świadomości, że inne rodziny nie będą cierpieć tak, jak my o mało co nie cierpieliśmy. Czasami pragnienie i potrzeba okazują się tym samym.
Tego popołudnia Robert znalazł mnie w ogrodzie, przeglądającego plany architektoniczne renowacji domu.
„Wykonawca mówi, że mogą zacząć pracę nad kuchnią w przyszłym tygodniu” – powiedział, siadając na leżaku obok mnie. „Jesteś pewien, że chcesz wykonać całą tę pracę, zamiast po prostu budować nowy dom gdzie indziej?”
„To jest dom” – powiedziałem po prostu. „Poza tym, tata byłby zachwycony, gdyby ten dom został porządnie odrestaurowany”.
Robert skinął głową ze zrozumieniem. Mieszkał w starym pokoju taty od czterech miesięcy, prowadząc firmę budowlaną z kompetencją i zaangażowaniem, które uszczęśliwiłyby naszego ojca. Pięcioletni zakaz sprzedaży firmy nie okazał się ciężarem. Okazał się darem, który zmusił Roberta do zwolnienia tempa i zbudowania czegoś trwałego, a nie tylko rentownego.
„Alice, muszę ci coś powiedzieć” – powiedział Robert, a w jego głosie pobrzmiewał poważny ton, który kiedyś mnie denerwował, a teraz po prostu kazał mi się skupić. „Myślałem o tym, co tata napisał w liście – o tym, że rodzina powinna się o siebie troszczyć. Chcę, żebyś wiedziała, że jeśli coś mi się stanie, mój udział w interesie budowlanym przypadnie tobie, a nie mojej córce, Madison”.
Oderwałem wzrok od planów architektonicznych.
„Robert, to nie ma sensu. Madison jest twoim dzieckiem.”